Rozwój osobisty

Marta Niedźwiecka o sytuacji kobiet w Polsce. Czy idziemy ku lepszemu?

Marta Niedźwiecka, która brała czynny udział przy tworzeniu książki „Nie bałam się o tym rozmawiać” opowiedziała nam, z czym obecnie borykają się Polki.

materiały prasowe

Marta Niedźwiecka do swojego gabinetu zaprasza pary, jak i osoby indywidualne. Jest pierwszą certyfikowaną w Polsce sex coach. Współtworzyła książkę „Nie bałam się o tym rozmawiać” i poznała historie naszych bohaterek od podszewki. Co sądzi o tych opowieściach? Czy problemy, z którymi borykają się bohaterki książki to problemy, z którymi mierzą się obecnie kobiety? Czego wciąż wstydzą się Polacy? O tym i nie tylko opowiedziała nam Marta Niedźwiecka.

Brała Pani czynny udział przy powstawaniu książki „Nie bałam się o tym rozmawiać”, więc zna Pani doskonale problemy jej bohaterek. Czy te kobiety i ich historie reprezentują to, z czym teraz borykają się Polki?

Myślę, że w książce pokazany jest bardzo realny status Polek. Te historie bardzo mocno odzwierciedlają naszą kondycję, a ona niestety nie napawa optymizmem. W tych historiach jest bardzo dużo przemocy systemowej, nierównościowego traktowania, stereotypów społecznych, ale też stereotypów związanych z tym, co kobiety mogą, a czego nie i jak powinny się zachowywać. W tym znaczeniu w książce mamy lustro tego, co dzieje się w społeczeństwie. Jednak jak się zastanowimy, to nie są to problemy XXI wieku dojrzałych demokracji, tylko to są problemy stare…

No właśnie, to jest uderzające, że to co się wydarza ma swoje źródło w przeszłości…

Tak, mamy tu np. do czynienia z opartym na różnych konceptach tradycyjnych i religijnych przekonaniem, że in vitro to jest coś złego. W związku z tym jedna z naszych bohaterek napotyka bardzo wiele trudności systemowych i indywidualnych w ramach jej walki o macierzyństwo. To wszystko dlatego że w społecznym postrzeganiu zapłodnienie in vitro jest rzeczą niewłaściwą.

Nie tak to sobie natura wymyśliła, mówią przeciwnicy, jakby nie pamiętając, że natura też nie leczy chorób oraz nie składa złamanych kości. Innym przykładem może być historia Eli i stosunek do leczenia psychoterapeutycznego. W środowisku tej bohaterki w ogóle nie istnieje taka możliwość. Jej bliscy nie uznają, że jeśli ktoś cierpi psychicznie, to powinien udać się do specjalisty. To wszystko doprowadza ją do głębokiego kryzysu i próby samobójczej.

Wypalenie zawodowe i pracoholizm. Do czego doprowadziły bohaterkę książki „Nie bałam się o tym rozmawiać”?

Niestety taka opinia „idź do psychiatry, a na pewno coś ci znajdzie” też jest powszechna.

Owszem, jednak wydaje mi się, że wciąż też istnieje takie przekonanie, że korzystanie z pomocy psychoterapeuty jest jakimś rodzajem słabości, że tylko wariaci się leczą. To są poglądy bardzo XIX-wieczne. Większość historii ma bardzo stare korzenie, a owoce zbieramy teraz, w naszych czasach. Najczęściej wpadamy w kłopoty, których dałoby się uniknąć, gdyby coś wokół nas działało lepiej. I nie chodzi o to, że my zawsze musimy działać idealnie, tylko np. że jest konieczny rodzaj systemowej pomocy dla kobiet, które doświadczają trudności w związkach. Mam tu na myśli Klaudię, która przez 10 lat żyła w koszmarze molestowania seksualnego. Gdyby ta bohaterka miała jakiś rodzaj wsparcia, być może wcześniej by się uwolniła… Co gorsza później też była narażona na ostracyzm, bo ujawniła coś, co powinno załatwiać się w domu. To jest bardzo stary sposób myślenia. To są problemy kobiet XXI wieku, a sam problem nie jest z tej epoki, wynika z przestarzałych sposobów myślenia.

„Nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu”

Czy w takim razie idziemy ku lepszemu? Jest dla nas nadzieja?

Szansa jest, ale myślę, że Polki potrzebują jeszcze dużo, żeby stanąć za sobą. Zjednoczyć się w imię ochrony własnych praw. Oczywiście dzieje się już wiele bardzo ważnych rzeczy i mam poczucie, że w ENK to też się buduje… Natomiast chociażby nasza ostatnia walka o prawa reprodukcyjne, za którą nie stają kobiety w większości, pokazuje, że przed nami jeszcze długa droga. Ciągle wśród kobiet jest za mała świadomość, że część tych procesów, w których uczestniczyły nasze matki, babki nie jest niczym dobrym i trzeba to zmienić. Bardzo wiele kobiet wciąż wierzy, że jeśli coś jest obtoczone w panierce tradycji to znaczy, że jest dobre. Jeżeli jakiś rodzaj przemocy był z nami od 150-200 lat to znaczy, że jest spoko, tak trzeba robić. Dopóki większość kobiet nie zacznie widzieć konieczności zmiany w sposobie myślenia, to ciągle będzie nam bardzo ciężko.

To prawda, z jednej strony zaczynamy mówić głośno o tych problemach, ale to wciąż są tematu tabu. Wiele kobiet nadal wstydzi się przyznać, a to też dlatego, że inni tak łatwo nas oceniają, stygmatyzują.

Niestety ocenianie jest powszechną ludzką przypadłością. A w naturze człowieka przestraszonego jest ocenianie radykalne. Spokojni, poukładani ze sobą ludzie raczej starają się nie oceniać innych, starają się ich rozumieć. Im bardziej człowiek jest przestraszony, niepewny siebie, tym będzie miał większe skłonności do takiej aroganckiej oceny drugiego człowieka. W historiach z „Nie bałam się o ty rozmawiać” widać, że tym kobietom nie towarzyszy aprobata społeczna, wsparcie czy współczucie. Raczej jest to chłodna obserwacja, a czasem nawet hejt, tak jak w opowieści Innocenty. Wiele osób bardzo chętnie ją oceniało, nie mając pojęcia, jak naprawdę wygląda jej historia. Po tym można poznać „jakość człowieka”, że stara się nie szafować wyrokami o innych, jeśli to robi to najczęściej jest bardzo niepewny siebie.

Wydaje mi się, że często się też zdarza, że chętnie negatywnie komentują osoby, które mierzą się podobnymi problemami.

Tak, bo ci ludzie zwykle bardzo się boją, są w bardzo złym miejscu. Jeżeli widzą, że ktoś próbuje poradzić sobie np. z przemocą domową, to odbierają to jako atak na swój system wartości. Wydaje się im, że mogą odbierać innym prawo do samostanowienia, oceniają ją negatywnie. Jakoś próbują sobie poradzić z dysonansem poznawczym, czyli: sama nie mogę zmierzyć się ze swoim problemem, widzę, że ktoś to robi, to negatywnie oceniam tę osobę, bo sama nie mogę osiągnąć tego punktu, do którego ona doszła.

Marta Niedźwiecka

Dlaczego wciąż boimy się pójść do psychologa czy skorzystać z innej profesjonalnej pomocy? Bardzo często zdarza się, że wiemy, że psycholog mógłby nam pomóc, ale z jakiegoś powodu, np. wstydu nie idziemy.

Niestety w takiej sytuacji niewiele możemy zrobić. Nie ma co zmuszać takiej osoby, można jedynie spokojnie wyjaśniać, że to nie jest powód do wstydu, ale dowód na to, że o siebie dbamy.

Każdy ma w sobie jednak taki moment, w którym staje się gotowy, aby zebrać w sobie siły, aby zmierzyć się ze swoim problemem, ze swoim życiem. To widać też w historiach dziewczyn – jedne się zbierały wcześniej, drugie później. Terapia pomaga dojrzeć do zmian, które w danej sytuacji są potrzebne, aby z niej wybrnąć. To są zwykle długie i bardzo trudne procesy, często zmuszające nas do stanięcia w opozycji do naszej rodziny, mogące grozić utratą zaplecza społecznego. To są bardzo trudne decyzje, dlatego powinny być podejmowane bardzo rozważnie.

Tym sposobem „wylądowaliśmy” u Pani w gabinecie. Czy to właśnie o takich problemach najczęściej Pani słyszy od swoich pacjentów?

Ja mam nieco inną specjalizację, bo zajmuję się terapiami wokół seksualności, związków, relacji, więc nie pracuję z osobami uzależnionymi czy ofiarami przemocy, mniej pracuję z osobami w depresji. Jeżeli natomiast chodzi o statystyki, to rzeczywiście najczęściej spotykane są zaburzenia osobowości, pracoholizm, nałogi, różne formy problemów psychicznych związanych z wykorzystywaniem seksualnym, ale też mobbingiem, różne formy zaburzeń adaptacyjnych, tak jak w przypadku Beaty, którą brak opieki rodzicielskiej bardzo naruszył.

W takim razie o jakich problemach najczęściej słyszy Pani ze swojej specjalizacji?

Jednym z częściej spotykanych jest trudność w znalezieniu drugiej połowy czy partnera. To jest coś, co bardzo wielu kobietom spędza sen z powiek.

Poza tym, wszelkiego rodzaju kłopoty wewnątrzzwiązkowe, które wynikają i z tempa życia i z tego, że w związki wchodzimy bardzo nieświadomie, zakładając, że wszystko się ułoży, jeśli będziemy się kochać. Potem okazuje się, że po czasie konflikty narastają, a ta miłość nie ocala konstrukcji związku. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, wiele wydarza się bez naszej wiedzy, dużo w tym przypadkowości. Problemy w związkach często także wynikają z problemów z zajściem w ciążę czy depresji poporodowej.

Trzecie najczęściej spotykane w mojej dziedzinie problemy to te związane z obrazem ciała, czyli czy jestem wystarczająco piękna, wystarczająco szczupła, czy nadążam za normami wyglądu, przymusy operacji plastycznych, odmładzania, niezgoda na starzenie, zaburzenia odżywiania. Różne trudności, które są związane z nierealistycznymi normami wyglądu nałożonymi na kobiety, w których po prostu się nie odnajdujemy, bo nie wyglądamy tak jak modelki i to nas głęboko unieszczęśliwia.

Trudne dzieciństwo. Znaczenie terapii w życiu osób z traumatyczną przeszłością

A czy temat seksu i seksualności wciąż jest dla nas wstydliwy?

Bardzo! Jedno, że się wstydzimy, a czasami nadrabiamy to jakąś taką pozorną butą i pewnością siebie. Jednak to naprawdę są pozory, bo za tym zwykle nie idzie poczucie własnej wartości i wiedza. Często uciekamy w dziwne formy emancypacji przez co tworzą się często trudne historie. Brakuje nam wiedzy, otwartości na zróżnicowanie obszaru seksualności, brakuje nam tolerancji, cierpliwości do siebie i partnerów. To jest ciągle obszar, w którym jest bardzo dużo do zmiany.

O seksualności właśnie mówi Pani w swoich podcastach, ale porusza Pani ten temat od zupełnie innej strony niż można by się spodziewać…

Prowadzę podcast, który się nazywa „O zmierzchu”. Próbuję w nim w pokazać, że seksualność jest częścią całego naszego życia. To nie jest tak, że ona się gdzieś wydarza przypadkowo. Próbuję opowiedzieć o seksualności od innej strony niż „jaką pozycję przyjąć” albo „jak zostać najlepszą/ym kochanką/iem”, tylko od strony budowania dojrzałości psychoseksualnej, czyli dojrzewania człowieka, który jest gotowy do budowania związku, który ma także szansę na udane życie seksualne. Chcę pokazać, że to wszystko łączy się w jedną całość, a nie że jest tylko seks, który można traktować mechanicznie. Mimo że temat nie jest łatwy i optymistyczny, to dostaję mnóstwo wiadomości, że słuchacze wiele z niego wynoszą, wprowadza to w ich życiu jakieś zmiany, a to dla mnie jest największą gratyfikacją.


Książkę „Nie bałam się o tym rozmawiać” możecie kupić pod tym linkiem.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *