Styl życia

Orina Krajewska: Afirmujemy, ale bez presji!

– Aktorstwo daje mi o wiele więcej radości, odkąd odpuściłam zbyt duże ambicje i wewnętrzną presję, związaną z odniesieniem sukcesu za wszelką cenę. Robię to, bo chcę i lubię, a nie bo muszę- opowiada Orina Krajewska, aktorka znana m.in. z seriali „Barwy szczęścia”, „Nad Rozlewiskiem” czy „Bodo”, a także szefowa Fundacji Małgosi Braunek, „Bądź”.

Fot. Wojciech Foit

Magdalena Kuszewska: Jesteś aktorką, prezeską zarządu Fundacji Małgosi Braunek, „Bądź”. Ciekawe, co dla Ciebie zmieniło się w pandemii? 

Orina Krajewska: Od kilku lat, szczególnie od kiedy gram w serialu „Barwy szczęścia”, do tego będąc zaangażowaną w prowadzenie Fundacji „Bądź”, miałam zazwyczaj zaplanowane kilka miesięcy do przodu. I od początku pandemii wszystko się zmieniło. Wszyscy zaczęliśmy funkcjonować wobec wielkiego „nie wiem”, co uczy ogromnej pokory i elastyczności. Na ten moment zawodowo staram się nie wybiegać więcej niż na miesiąc do przodu. Każda z branży ucierpiała, artystyczna również. Wstrzymano większość produkcji, o zamknięciu teatrów nie mówiąc… Dla mnie sztuka jest jak powietrze, pozwala nabrać dystansu, spojrzeć na coś inaczej, szerzej. Coś zrozumieć i przeżyć. To niezwykle ważny elementem życia i myślę, że nawet element zdrowia społecznego. Jestem wdzięczna, że w tej niepewnej sytuacji mam stałą pracę w serialu, którą mogę dzielić z innymi zajętościami. Z nagrywaniem audiobooków, prowadzeniem fundacji i przeprowadzaniem prozdrowotnych wywiadów w ramach artykułów czy podcastów. 

MK: W podcastach poruszasz tematy ścieżek zdrowia, jak je nazywasz.

OK: W jednym z podcastów „Jestem i Będę”, który jest rezultatem współpracy naszej Fundacji z Vogue Polska i Storytel, rozmawiam z bohaterami, którzy przeszli przez poważny kryzys zdrowotny i wspierali się na różne sposoby, w holistyczny sposób. To często dramatyczne, pełne zwrotów akcji historie dzielnych, odważnych, silnych ludzi, którzy odzyskali siebie. Zazwyczaj podczas rozmowy wylewam łzy, bardziej niż moi bohaterowie; arsenał chusteczek mam ze sobą. To bardzo ważne rozmowy, ważny projekt. Przy okazji przeprowadzanych wywiadów, czy organizowanych przez fundację wykładów i warsztatów cieszę się, że możemy dawać głos wiarygodnym, mądrym ekspertom, którzy współpracują z naszą Fundacją, jak lekarz medycyny integralnej, Elżbieta Dudzińska. Mam do niej ogromne zaufanie. Fundacja zajmuje się w dużej mierze edukacją zdrowotną opartą o holistyczne podejście do zdrowia. Pomagamy osobom chorym i inspirujemy do dbania o siebie na etapie prewencji.

MK: Aktorka, która jest szefową Fundacji. Jak godzisz ze sobą dwie tak różne role? 

OK: A widzisz, wydawałoby się, że to dwa różne, odrębne światy, ale dla mnie one się zasilają. Praca fundacyjna jest w dużej mierze działalnością koncepcyjną, organizacyjną. To wymagająca nauka zarządzania, dla mnie w każdym razie bardzo wymagająca (śmiech). Kiedy dużo czasu spędzam w tego typu koncepcyjnej pracy, choćby przygotowując nasz coroczny Kongres Medycyny Integralnej „Bądź w pełni zdrowia”, to czuję, że dla zachowania balansu potrzebuję czasem zmiany energii. Czyli wyjścia na zewnątrz, także ze swoimi emocjami. Pobyć ekstrawertyczką przez pewien czas. I wtedy świetnie sprawdza się aktorstwo. A daje mi ono o wiele więcej radości, odkąd przestałam skupiać się tylko na nim, odpuściłam zbyt duże ambicje i wewnętrzną presję, związaną z odniesieniem sukcesu za wszelką cenę. Robię to, bo chcę i lubię, a nie bo muszę. To była dla mnie ogromna zmiana. Lubię też to, że nie muszę być w życiu przywiązana do jednej roli, że sprawdzam się w kilku. A one się nie wykluczają, a uzupełniają. 

MK: Marzy Ci się rola filmowa? Ja bym Cię chciała na ekranie kinowym więcej oglądać. 

OK: Świetnie, też bym chciała siebie zobaczyć w filmie. 

MK: To jak? Afirmujemy? 

OK: Byle bez presji… W pandemii wzięłam udział w krótkim projekcie filmowym, czyli w jednym odcinku serialu „W domu”, zrealizowanym dla HBO Europe. Kilkunastu reżyserów zostało zaproszonych do stworzenia własnej interpretacji sytuacji w pandemii. Pierwszy raz miałam okazję pracować z moim bratem (Xawery Żuławski, reżyser- przyp. red.). Wspaniałe było to, że HBO dało twórcom wolność doboru formy. Nie było żadnych sztywnych dyrektyw i nakazów. Zawsze chciałam pracować z Xawerym i nie byłam wcale pewna, czy to się wydarzy. Cieszę się, że się udało. 

MK: Ciekawe. Może kiedyś, dzięki serialowi „W domu”, historycy będą poznawać pandemiczne realia. 

OK: Tak. Wspaniale, że taki eksperyment powstał i cieszę się, że mogłam być jego częścią. Jeśli chodzi o środki aktorskiego wyrazu i formę, to również był to eksperyment, bo graliśmy tylko do telefonu i na zoomie. To wymusza inne środki wyrazu. Nie mnie oceniać, jak to wyszło, ale mam poczucie, że zrobiliśmy coś innego niż dotychczas. Wracając do Twojego pytania o rolę filmową, chciałabym oczywiście, ale…

MK: Nie chcesz zbyt intensywnie o tym myśleć, aby nie zapeszyć?

OK: Staram się teraz mieć przede wszystkim zawodową otwartość, ale i dystans, luz. Nie fiksować się zbyt mocno na czymś, na co nie mam do końca wpływu. Jeżeli to się zdarzy, będę bardzo szczęśliwa. Ale i bez tego mam co robić. Trzeba mieć marzenia, cele, plany i dążyć do ich spełnienia, jednak staram się zachowywać elastyczność. Doceniam, że mam pracę i że robię tak różne rzeczy. Jeśli chodzi o aktorstwo, mam wrażenie, że z czasem osadzam się w nim coraz bardziej. I coraz bardziej sobie ufam. Być może właśnie moja zawodowa droga właśnie tak wygląda; dojrzewam w niej i cały czas uczę się. A kolejne wyzwania, mam nadzieję, przyjdą.

Fot. Wojciech Foit

MK: W pandemii, gdzie jest tak wiele zmiennych, dystans i luz pozwalają na więcej radości życia. Jak udało Ci się tę postawę wypracować? 

OK: To niekończąca się praca; czasami luzu i radości jest więcej, czasami wpadamy w wir stresu albo w stare mechanizmy. Największym zasobem jest zdawać sobie sprawę z tego, gdzie się zmierza, co pozwala na szybsze wychodzenie z dołków. Wiem o sobie na pewno, że nadmierna presja to droga donikąd. Długo żyłam w nieustającym napięciu. I nie byłam wtedy szczęśliwa. A tak naprawdę chodzi o to, aby być po prostu szczęśliwym, pogodzonym ze sobą, wewnętrznie zintegrowanym, na właściwej drodze.  

Myślę, że warto uszanować swoje słabości i nauczyć się opiekować się sobą w trudnych czasach. Pamiętam mój stan ciągłego napięcia i nieszczęścia, kiedy w sumie (z dzisiejszej perspektywy) bardzo dobrze mi się żyło, dużo grałam. A jednak wspominam ten okres w ciemnych barwach, ponieważ nie byłam pogodzona ze sobą, skupiona na deficytach. Uważałam, że całe moje dalsze życie zależy od epizodu, który zagram w ten, a nie inny sposób. Dopiero jak się rozluźniłam, odkryłam swoją ścieżkę, zaczęłam być w kontakcie z partnerem na planie, z tym co daję, to wtedy zaczęłam czerpać z tego prawdziwą przyjemność. Staram się nie porównywać swojej drogi do innych; niestety aktorzy na to są bardzo narażeni, często myślimy, że jest określony czas na zrobienie kariery i że ona powinna wyglądać w określony sposób.  

MK: Rozumiem. Ja przez wiele lat odmawiałam pracy na etat, na który mnie namawiano. Ale to nie moja droga. 

OK: Myślę, że każdy z nas ma dostęp do najgłębszej części siebie, wiedzy, która może zaprowadzić nas w dobre miejsce. Tak naprawdę wiemy, co jest dla nas najlepsze. Zagłuszają nas pęd, koncepcje na temat własny lub kariery. 

Jest piękna praktyka, której uczył jeden z buddyjskich nauczycieli moich rodziców. Polega ona na tym, żeby wobec sytuacji, czy czegokolwiek, co staje na naszej drodze, pobyć z dwoma słowami: „Przyjemne / nieprzyjemne”. Jak wsłuchamy się w swoje ciało, ono od razu wie, co będzie dla nas dobre. Jesteśmy wtedy rozluźnieni i ufni. W innym przypadku: spięci zestresowani. Reszta to kwestia wyboru. Myślę, że czasy, w których żyjemy, dają nam mnóstwo możliwości, by zwrócić się ku sobie. Odklejamy się od stereotypów, co widać na przykład z kanonem piękna. Ale czym on w ogóle jest? Każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma inną drogę. 

MK: Każdy z nas może być na swój sposób piękny? 

OK: … Każdy z nas jest piękny! Właśnie o to chodzi. Kobiety są poddawane wielu rodzajom presji. To się na szczęście zmienia, idą nowe czasy, gdzie różnorodność będzie coraz bardziej doceniana i gdzie nie trzeba wypełniać ról społecznych: kobieta w pełni decyduje o sobie, zarabia tyle, co mężczyzna. Może, ale nie musi być matką. To jest wybór. Nie przymus. Każdy zasługuje na równe traktowanie i na wybór tego, kim i z kim chce być. Te zmiany są nieuniknione. 

Oczywiście, w pandemii brak społecznych kontaktów był bardzo trudny, ale być może też wniesie coś dobrego. Nasze społeczeństwo afirmuje i docenia ekstrawertyków. Introwertyk stereotypowo uważany jest za nudziarza. A to są po prostu dwa różne typy osobowości. Wiele osób porzuca samych siebie, tylko po to, żeby się dostosować i spełnić oczekiwania innych. Zmuszają się np. do różnych sytuacji towarzyskich. 

MK: Mam wrażenie, że mówiąc o introwertykach, trochę opowiadasz o sobie. Aktorka musi być ekstrawertyczką?

OK: Kiedyś moja mama powiedziała mi, że robiła rozeznanie wśród przyjaciół aktorów i okazało się że większość z nich jest w głębi duszy nieśmiała! Ja się pod tym na pewno podpisuję (śmiech). Aktorstwo to wyzwanie. Można na to spojrzeć też z perspektywy tradycyjnej medycyny chińskiej, która mówi, że w życiu najważniejsza jest równowaga. Myślę, że jestem w dużej części introwertyczką, ale mam także element i potrzebę ekstrawertyzmu. Mamy dostęp do jednego i do drugiego, być może konkretna część osobowości zwykle przeważa, ale do innych części też mamy dostęp. 

MK: Zazwyczaj artyści chętnie opowiadają o swoich planach, ale nasza rozmowa dowodzi, że lepiej poddać się fali życia. 

OK: Wiem, dokąd zmierzam, warto to wiedzieć, lecz jednocześnie podchodzę do tego elastycznie. Mam plany, ale traktuję je płynnie. To daje mi jakiś rodzaj poczucia bezpieczeństwa. Mam plany związane z zupełnie nowym aktorskim wyzwaniem, na co bardzo się cieszę, to jesienią. Poza tym wciąż gram w serialu i nagrywam audiobooki. Uczę się spontaniczności, jeszcze większej niż kiedyś. 

MK: W marcu, na ostatnią chwilę, kupiłaś bilety lotnicze i wyjechałaś odpocząć.

OK: Udało mi się polecieć na Kostarykę. Wspaniałe miejsce z najpiękniejszą naturą, jaką widziałam. Bardzo poruszyło mnie, że jest to kraj, który tak bardzo stawia na ochronę środowiska. Cały świat powinien brać z nich przykład. Jestem bardzo wdzięczna za ten wyjazd. Symboliczny moment: rok od wybuchu pandemii. Moje pierwsze wakacje w zupełnie nowych czasach. Oderwałam się od miasta, obowiązków, codzienności. To daje zastrzyk energii potrzebnej do dalszych działań.

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

One thought on “Orina Krajewska: Afirmujemy, ale bez presji!

  1. Jurek pisze:

    Jak zwykle wspaniała Magda i jej wywiad ‼️ Wiadomo że ciężko jest nam wszystkim tak samo jak Orinie, napewno nadejdą te lepsze czasy ‼️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *