Styl życia

Polki kontra Szwedki. Komplementy, moda i feminizm

O kobiecości, która przejawia się w różny sposób, o podróżach pomiędzy Polską i Szwecją, o fotografowaniu starszych kobiet na całym świecie opowiada nam Agata Mayer, międzynarodowa fotografka, artystka i eseistka.

Fot. Agata Mayer

Magdalena Kuszewska: Mieszkasz od prawie dziesięciu lat w Sztokholmie. Robiłaś zdjęcia na trzech kontynentach: w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Co łączy kobiety na świecie, spoglądając okiem fotografki? 

Agata Mayer: Mimo różnorodności kultur, naszą wspólnotą jest siła. Jesteśmy niesamowicie wytrzymałe i wytrwałe, potrafimy pokonać przeszkody i odnaleźć się w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka wydają się beznadziejne. Zauważyłam też wspólną chęć podobania się; chcemy być akceptowane z wadami i niedoskonałościami, szanowane. I jeszcze jedno. Łączą nas sytuacje, w których… plotkujemy. Szczególnie o mężczyznach i innych kobietach.

MK: Szwecja jest sąsiadką Polski, a jednak różnice między naszymi narodami są spore. Czego możemy się od siebie uczyć, a czego nie? 

AM: To obszerny temat, ciężko jest porównać Europejki z tak różnych krajów. Pamiętajmy, że Szwecja ma inne standardy życia, świadomość, politykę, kulturę i tradycję. I inne zarobki, które wpływają na samopoczucie mieszańców. Poza tym feminizm kształtuje się tam zupełnie inaczej. Ciekawe, że Szwedki jako ostatnie ze Skandynawek otrzymały prawa wyborcze, w 1921r. Trzy lata po Polkach… Drugą kwestią są zmiany społeczne. Trzeba popatrzeć na Szwedki już nie przez pryzmat stereotypu wysokich, zgrabnych, długonogich blondynek. Jasne, one wciąż istnieją, ale robią karierę w Stanach i w europejskich stolicach; celebrytki, influencerki, piosenkarki, aktorki, żony biznesmenów, piłkarzy czy hokeistów. Dzisiaj Szwecja oznacza miks i bogactwo kultur. Szwedka to także kobieta z rysami azjatyckimi, afrykańskimi albo arabskimi. 

MK: Czym się więc różnimy?

AM: Choćby tym, że rdzenne Szwedki uwielbiają być naturalne, stonowane w emocjach, w rozmowie i w zachowaniu. I w wyglądzie. 

MK: Jak jest z modą?

AM: Różnie. Pierwsze, co mnie tam zaskoczyło, to że prędzej na ulicy odwrócisz się za mężczyzną, niż za kobietą. Szwedzi są świetni; połączenie estetyki, elegancji, sznytu. Nawet jak ktoś ma pełno tatuaży i długą brodę, zachowuje styl i emanuje energią… Kiedy chodzę po ulicach Sztokholmu, spoglądam z uznaniem na starsze kobiety. Niezależnie od wieku, wyglądają zdrowo, elegancko, z nutą światowego stylu. Porównałabym je do Francuzek; podobna naturalność, minimalizm, nonszalancja.

Fot. Agata Mayer

MK: Szwedki często mają piękne cery i włosy. Jak dbają o urodę? 

AM: Też w naturalny sposób. Zastanawiałam się, z czego to wynika, że tak świetnie wyglądają. A odpowiedź jest prosta: chodzi o bliskość z naturą. Klimat tam nie jest wcale surowy, jak błędnie uważa wielu Polaków.

Nie ma takiego wahania temperatury ani mrozów jak u nas. Poza tym Szwedki nałogowo uprawiają sport. Ba, oni wszyscy, od małego. Dużo chodzą, biegają, uprawiają nordic walking i panczeny; nie ma nic przyjemniejszego niż śmiganie po zamrożonym jeziorze w środku lasu, rewelacja! Do tego dorzućmy szeroki dostęp do różnych ryb, czyli dietę bogatą w kwasy tłuszczowe omega-3, witaminy A i C. I naturalną wodę z kranu, przez cały dzień. W Szwecji nie kupuje się butelkowanej wody w sklepie. 

MK: Najważniejsza różnica mentalna między nami, kobietami obu krajów?

AM: Już samo podejście do kobiecości czy romantyzmu, którego Szwedki nie mają.  

MK: Dlaczego Szwedki nie są romantyczne?

AM: Bo to wynika z ich wychowania. W rodzinnym domu dzieci nie są uczone pełnienia ról społecznych, które wynikają z różnicy płci, bo one się zacierają, z roku na rok. 

MK: Wiem, że w Szwecji często to kobieta pierwsza proponuje randkę. Ona też płaci w barze za siebie. 

AF: Nic dziwnego, że Szwedzi nie obdarowują kobiet kwiatami. Wiedzą już, że nie powinni ustąpić kobiecie miejsca ani przepuścić jej w drzwiach. Tyle że przecież do Szwecji przyjeżdżają mężczyźni wychowani w różnych kulturach, którzy są z natury szarmanccy, jak Hiszpanie czy Polacy. Oni automatycznie przepuszczają każdą kobietę w drzwiach. Wielokrotnie byłam świadkiem, jak doprowadzało to Szwedki do agresji. To dla nich oznacza, że są słabszą płcią. 

MK: Hmm. Czego Szwedki mogą się od nas, Polek, uczyć?

AF: Kobiecości i delikatności oczywiście. Uważam, że to piękna broń i zarazem kombinacja. Lubimy się bawić kobiecością, lubimy ją wykorzystywać, nie tylko w relacjach z mężczyznami, ale i z kobietami. Takie naturalne przyciąganie.

MK: Czy w Szwecji kobiety potrafią mówić komplementy?

AM: Komplementy tam nie istnieją. Ani w stronę kobiet, ani mężczyzn. I wszyscy są do tego przyzwyczajeni. Dla mnie świetne w Polkach jest to, że lubimy komplementy, potrafimy je prawić i przyjmować. Uważam, że nie powinniśmy się tego bać, uważać za próżność. To jest przecież wpisane w naszą kulturę, w społeczną życzliwość i w… romantyzm. Nie pozbywajmy się tego. A u naszych sąsiadów partner jest kobiecie potrzebny nie do czułych słówek, tylko do wspierania jej w karierze i wykonywania domowych aktywności. Szwedzi dużo mówią o podziale obowiązków, ale mam czasem wrażenie, że to polega na automatycznym odhaczaniu zadań w grafiku. 

Fot. Agata Mayer

MK: Szwedzcy ojcowie bardzo aktywnie wychowują dzieci.

AM: Normą jest, że mężczyzna bierze urlop tacierzyński, pierze, sprząta, gotuje. Kolejna różnica? W Szwecji małżeństwo nie jest popularną instytucją. Jeśli słyszysz, że ktoś wziął ślub, to zwykle Szwed i cudzoziemka albo starsze pokolenie. Efekt? Bardzo łatwo doprowadzić do rozstania. Zwykle nie ma z tym problemu, nawet jeżeli jest dziecko. U nas potrafimy schować dumę do kieszeni i poświęcić się dla dobra córki czy syna. A Szwedzi twierdzą, że jeśli para jest nieszczęśliwa, to dziecko też będzie, więc należy iść w swoją stronę. Dziecko po rozstaniu zwykle przebywa tydzień u ojca i tydzień u matki. W Polsce najczęściej matka dostaje stałą opiekę. 

MK: A czego my możemy się uczyć od Szwedek?

AM: Dystansu. Chodzi o zaznanie wewnętrznego spokoju i o to, aby się tak nie szarpać. My, Polki, często jesteśmy uważane przez Szwedki za rozhisteryzowane, zbyt rozemocjonowane. A przydałoby się, w pewnych sytuacjach, więcej skandynawskiego opanowania. Nauczyłam się dzięki pobytowi w Szwecji, że czasem warto coś przemilczeć. Tam nawet podczas poważnych rozmów nie ma takich emocji. I to zostało mocno zakorzenione przez wychowanie. 

MK: Chcesz mi powiedzieć, że Szwedki nie kłócą się z partnerami?

AM: No właśnie, rzadko. Raczej mówią: „Słuchaj, chciałabym z tobą porozmawiać… Uważam, że powinniśmy się rozstać”. Nie ma histerii ani rwania szat. 

MK: Czy był taki moment, kiedy jako fotografka zaczęłaś świadomie kierować obiektyw na kobiety?

AM: Ciekawe pytanie, szczególnie że największą radość sprawia mi fotografowanie starszych kobiet. Takich, które przeżyły życie, co widać na ich twarzach, dłoniach, zmarszczkach. Często ono nie było usłane różami, ale patrząc w ich oczy, dostrzegam różne emocje. Melancholię i radość, że mogły w ogóle przeżyć tyle lat… I to dopiero niesamowite, bo ja nie tylko uczę się o konkretnej kulturze, ale też o sobie. Dzięki temu dojrzewam w trybie ekspresowym, kiedy patrząc na nie, zaczynam się zastanawiać nad swoim życiem, wartościami, pasjami, wyborami.

Fot. Agata Mayer, fotografka, eseistka. z arch. prywatnego autorki.

MK: W 2011 roku wygrałaś konkurs fotograficzny Art Prize w Stanach Zjednoczonych. To był ogromny portret z dłońmi staruszki. Kim była ta kobieta?

AM: Moja babcia, już niestety świętej pamięci. Niesamowita kobieta, niesamowicie silna… Zdjęcie zatytułowałam „In the Waiting Line”, co oznacza symboliczne czekanie na koniec życia. Moja babcia ciężko już chorowała. Przeczuwałam, że niedługo odejdzie.

A konkurs był wprawdzie skierowany do Amerykanów, ale jako młoda, pewna siebie fotografka stwierdziłam: „Spróbuję, najwyżej się nie dostanę”. I zostałam zaproszona do USA, jako jedna z dwóch Europejek. 

MK: Portretowałaś też kobiety w wielu krajach. 

AM: Polska, Szwecja, Litwa, Włochy, Wielka Brytania, USA, Libia, Wietnam, Laos, Kambodża, Tajlandia, Birma… Nie zawsze mogłam zapytać je o zgodę na zdjęcie, bariera językowa okazywała się problemem. Pomagało porozumienie w oczach. W Azji znalazłam sposób na „rozmowę”. Tam starsze pokolenie raczej nie mówi po angielsku. Rysowałam proste komunikaty, a potem jedna z kobiet odpowiedziała mi, też rysując. Wymieniałyśmy się rysunkami, to było niesamowite. Oto siła kobiet.

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *