Styl życia

Samotność w… mediach społecznościowych

Trzy dni z życia trenerki fitness i influencerki, Sylwii Zając, przedstawia szokujący film „Sweat” w reż. Magnusa von Horn’a. Choć celebrytka jest śledzona przez 600 tysięcy osób na Instagramie, cierpi z samotności. O paradoksie tego zjawiska opowiada nam dr Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Naszego eksperta znajdziecie na Instagramie jako @tommysobierajski.

dr Tomasz Sobierajski

Magdalena Kuszewska: Influencerka Sylwia Zając, na co dzień otoczona ludźmi, czuje się nieszczęśliwa. Film „Sweat” jako pierwszy w Polsce tak dojmująco nazywa samotność w mediach społecznościowych. 

Dr Tomasz Sobierajski: I nie tyle nawet nazywa, co bardzo dobrze tę samotność pokazuje. Ciekawostka: zagrałem epizod w filmie „Sweat” Magnusa von Horna, pojawiam się w napisach końcowych, ale ostateczne nie ma mnie na ekranie… Mam dla tego filmu dużo serca i uważam, że jest ważny. Świetny był już pomysł reżysera na to, jak wielowymiarowo ukazać samotność. Opowieść zaczyna się już na poziomie technicznym: kamera operuje blisko twarzy bohaterki, zagranej wspaniale przez Magdalenę Koleśnik, nie pozwalając jej uciec z emocjami. Kiedy influencerzy nagrywają swoje stories czy robią kolejne zdjęcia na Instagram, zawsze mogą proces przerwać; poprawić, ulepszyć, choćby nakładając filtr. Sylwia Zając również. I kiedy czuje się smutna, zdejmuje kciuk z czerwonego kółeczka na smartfonie. Ale reżyser „Sweat” idzie za ciosem: pokazuje nam to, co dzieje się potem. I dzięki temu oglądamy tak różne emocje Sylwii, w tym jej wyobcowanie, smutek, gniew, samotność. 

MK: Powiedziałeś, że samotność ukazana w tym filmie rozgrywa się na wielu poziomach. Na jakich jeszcze? 

TS: Ot, choćby samotność w tłumie, tak dobrze znana wielu popularnym osobom. Wokół mnóstwo ludzi deklaruje: „Kochamy cię, jesteś najlepsza/najlepszy, inspirujesz!”. Ale potem te osoby często zostają w domu same. Poza tym mamy tu samotność w rodzącym się związku. Nieważne są emocje i uczucia Sylwii, tylko to, co jej piękne, wysportowane ciało może zaoferować. Do tego dodajmy samotność w wielkim, pięknym apartamencie, gdzie poza nią mieszka zwierzak. On zresztą też wygląda na  samotnego… Sylwia czuje się samotna nawet w relacji z matką, która nie jest w stanie pomóc córce. Pojawiają się elementy zazdrości, przemijania. Kolejny cios: nieatrakcyjna matka, emerytka, potrafi znaleźć sobie miłość. Sylwia, mimo popularności i urody, wciąż nikogo nie ma – a to dla jej matki jest wyznacznik szczęścia. 

MK: Kiedy Sylwia próbuje rozmawiać z matką, nie nawiązują nawet kontaktu wzrokowego. 

TS: A to nie koniec. Sylwia przy obiedzie prosi rodzinę, aby oglądali ją nazajutrz w programie „Dzień dobry TVN”.  Tam celebrytka pozwala sobie nieoczekiwanie na emocje, ale nie potrafi ich uszanować nikt. Ani format programu, ani widownia, która oczekuje czego innego. Na każdym kroku więc odczuwalna jest samotność Sylwii, o której tak wiele osób myśli, że ma wszystko. To bardzo dobra lekcja dla tych, którzy marzą o karierze influencera.

MK: Teraz dzieci chcą przede wszystkim zostać youtuberami i influencerami. 

TS: Mógłby to być zatem film obowiązkowy w szkołach. Jest dobrym przykładem na to, aby uważać, o czym się marzy. Można nie być szczęśliwym, spełniając marzenie… 

MK: Ale dlaczego atrakcyjna, uwielbiana, majętna i spełniająca marzenia młoda kobieta czuje się aż tak samotna? 

TS: Bo jest przede wszystkim samotna ze sobą. Nie potrafi spędzać czasu w pojedynkę, bez smartfona. Nie umie myśleć o sobie ciepło, nie umie przytulić siebie samej. Takie osoby jak Sylwia uważają, że będą wystarczająco dobre lub doskonałe tylko wówczas, gdy zrobią bliskim kosztowny prezent i gdy pomogą komuś w potrzebie. Kiedy wciąż będą starać się uszczęśliwiać innych. 

MK: A co z osobistym poczuciem szczęścia? 

TS: Przestaje się liczyć. Sylwia nie stawia w żadnej relacji granic, które mogłyby ją uchronić. Nic dziwnego, że czuje się wykorzystana, o co znowu ma pretensje, oczywiście, do siebie. I ponownie boksuje się sama ze sobą. A wystarczyłoby, gdyby powiedziała: „Halo, to ja jestem dla siebie najważniejsza”. 

MK: Kiedy przeglądamy profile na mediach społecznościowych, za fasadą szerokich uśmiechów, pięknych wnętrz i smacznych potraw często kryje się smutek. Dlaczego miejsce, w którym pozornie szybko i prosto nawiązujemy kontakty, jeszcze bardziej zwraca uwagę na problem samotności?

TS: Zacznijmy od komunikacji. Tzw. soszjale uświadamiają nam własne braki. Kiedy przeglądamy zdjęcia znajomych, widzimy, jak spotykają się ze sobą, randkują, imprezują, rozmawiają, robią interesy. I wtedy łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że my mamy mniej, już nie tak fajnie i dobrze. 

MK: Trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona. 

TS: Kolejna rzecz: liczba followersów czy znajomych, których mamy na mediach społecznościowych, może dawać złudne poczucie, że na wiele osób możesz liczyć. Tym bardziej, że w Internecie często użytkownicy używają wielkich słów, np.: „Kocham cię”, „Uwielbiam cię!”, „Zmieniasz świat!”, „Nie mogę żyć bez Twoich wpisów”.  A przecież to szalenie intymne wyznania, które w tak zwanym realu mają bardzo głęboki wydźwięk i odpowiednie konsekwencje. Tak porozumiewamy się z bliskimi. Wyznania miłości w kontakcie na żywo nie rzuca się raczej na wiatr. A w sieci to są zwykle puste frazesy, za którymi nie idzie realna pomoc. Właściwie, za tymi słowami nie idzie nic… Natomiast nie chciałbym tylko narzekać na media społecznościowe. 

MK: No właśnie. Jakie są jasne strony zjawiska?

TS: Media społecznościowe pozwalają często samotnym czy wstydliwym osobom na kontakt z innymi; pomagają nawiązać relacje, dialogi. Stają się też dobrą szansą zaprezentowania siebie. Bardzo sprawdziły się szczególnie w czasie lockdown’u, kiedy byliśmy skazani głównie na kontakty w sieci. Warto pamiętać o tym, że „społecznościówki” to narzędzia, które mają nam służyć. Pomagają się komunikować ze światem w wielu różnych sytuacjach. 

MK: Jak sprawdzić, czy kontrolujemy sytuację i nie przesadzamy z obecnością w sieci?

TS: Pierwsza sytuacja: kiedy wstajesz rano i pojawia się w twojej głowie chęć podzielenia się z kimś informacją czy refleksją. W jaki sposób to robisz? Czy bierzesz do ręki telefon, aby nagrać z tego filmik lub wstawić post ze zdjęciem z łóżka? Czy jednak wolisz zadzwonić do kogoś bliskiego lub opowiedzieć mu to na żywo? Jeśli wybierasz media społecznościowe i mówisz do setek osób, a tak naprawdę do nikogo konkretnego, to znaczy, że jesteś daleko od siebie. I że coś niedobrego może dziać się z twoimi najbliższymi relacjami, skoro rezygnujesz z intymności, która przecież jest najcenniejsza. 

Namawiam, aby co trzy miesiące postarać się zrobić krok do tyłu. Odłożyć telefon na bok, na spokojnie zastanowić się, czy to, co chcę obwieścić światu w mediach społecznościowych, jest dla mnie, czy dla znajomych, czy raczej tylko dla bliskich. Czy to narzędzie nam służy, czy my zaczynamy służyć jemu? Warto pamiętać, że firmy obsługujące „soszjale” zarabiają na nas, użytkownikach. Jesteśmy pionkami w grze. Każdy z nas niech odpowie sobie na pytanie: czy wciąż zarządzam rzeczywistością, którą kreuję w sieci. Choć nie mam złudzeń, że większość z nas odpowie, że tak.

MK: Na koniec dziękuję Ci za to, że rozmawiamy przy kawiarnianym stoliku, na którym nie ma żadnego smartfona, mimo że się nie umawialiśmy na to. To obecnie taka rzadkość! 

TS: (uśmiech) To moja zasada. Nie jestem DLA telefonu, to telefon jest dla mnie. Na ten temat poświęciłem rozdział w mojej książce, „O sztuce bycia z innymi”. Przy okazji zastanawia mnie, jak łatwo poddaliśmy się temu, że to telefon nami steruje. Ostatnio usłyszałem wypowiedź pewnego psychologa, który mówił, że jak „zapika” dźwięk telefonu, to nie ma możliwości, aby nie sprawdzić odruchowo połączenia lub komunikatora. Wtedy pomyślałem, że owszem, to możliwe. Ja nie mam takich odruchów. Nie muszę pozować na wiecznie zajętego człowieka, do którego ciągle ktoś się dobija. Taka poza to obciach. Nawet jeśli mój telefon dzwoni, a ja mam spotkanie na żywo, to sprawdzam połączenie potem. Telefon nigdy nie jest „przeszkadzaczem” w rozmowach, które prowadzę. Wszystko może poczekać, szczególnie wtedy, kiedy spędzam czas z najbliższymi.

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *