Relacje

Magdalena Górska: Opowiedz mi bajkę, Mamo!

– Aliaszka stała się dla mnie symbolem nadziei na lepsze jutro. Aniołem, który pomaga przejść przez trudne sytuacje. Zresztą od kiedy ta lalka pojawiła się w naszym domu, zaczęły dziać się rzeczy magiczne! – opowiada Magdalena Górska, mama dwóch córek, autorka niezwykłego zbioru opowiadań „Aliaszka”, który ma premierę 1 czerwca. Porusza w nim takie tematy, jak samotność czy rodzic alkoholik. Lektura obowiązkowa!

Fot. Julita Pasikowska- Klica

Magdalena Kuszewska: Jak to się stało, że aktorka nagle zaczyna pisać opowiadania dla dzieci? I to nietypowe, bo poruszające delikatnie i trudne tematy: uchodźcy, alkoholizm rodziców, samotność…

Magdalena Górska: Wymyślanie historii to stała część mnie, niemal od zawsze. Niedawno, podczas przeprowadzki, znalazłam swoje pamiątki z podstawówki, w których są także opowiadania i wiersze. A jeśli mówimy o  „Aliaszce”, pomysł wykiełkował w Petersburgu, cztery lata temu. Mój mąż (Wojciech Urbański, reżyser- przyp. red.) robił tam spektakl. Wyjechaliśmy całą rodziną. Nasza młodsza córeczka miała wtedy pół roku, a starsza pięć lat. I to jej zaczęłam improwizować bajki przed snem. Ustaliłyśmy, że Nina wymyślała tytuły, a ja na poczekaniu tworzę fabułę. Raz usłyszałam hasło: „Zagubiona lalka” i wymyśliłam opowieść, która teraz w naszym zbiorze nosi tytuł „Drzewo w kształcie litery A”. I to właśnie była pierwsza historia o Aliaszce, i tak to się zaczęło… Przez ostatnie kilka lat codziennie opowiadam bajki moim córkom, nie tylko wieczorami, także w ciągu dnia. Ta starsza już improwizuje swoje własne historie przed snem; to wspaniały trening dla dziecięcej i dorosłej wyobraźni. Aliaszka stała się więc częścią naszego życia. 

MK: Bajki są z Wami od dawna, ale książkę napisałaś w pandemii. Miałaś więcej czasu przez to, że teatry zamknięto, a wiele projektów artystycznych przesunięto?

MG: W pandemii wróciłam do pisania, ponieważ jest to przestrzeń twórcza, która daje niesamowite poczucie wewnętrznej wolności i niezależności. Na pewno, dzięki większej ilości czasu, zmobilizowałam się do tego, żeby te nasze historie usystematyzować i przelać na papier. Miałam całe fragmenty gdzieś już zapisane, np. w notatkach w telefonie, a nawet na… chusteczkach higienicznych. Powoli zaczęła mi się wyłaniać idea Aliaszki, specjalistki od niełatwych tematów. Najważniejsze było znalezienie odpowiedniego balansu, aby opowiadanie zawierało w sobie prawdę o trudnych aspektach życia i jednocześnie było odpowiednie dla małych dzieci. Aliaszka stała się dla mnie symbolem nadziei na lepsze jutro. Symbolem wiary w marzenia. Aniołem, który pomaga przejść przez trudne sytuacje. Zresztą muszę Ci powiedzieć, że od kiedy ta lalka pojawiła się w naszym domu, zaczęły dziać się rzeczy magiczne!

MK: No właśnie, tuż przed naszym wywiadem wyjęłaś z plecaka uszytą specjalnie dla Ciebie i Twoich Córek lalkę. Aliaszka siedzi tutaj z nami.  

MG: Owszem, została uszyta na wzór ilustracji stworzonej przez artystkę Nikę Jaworowską- Duchlińską, która jest moim dobrym duchem w tym projekcie. A potem na Facebooku znalazłam miłą panią, szyjącą lalki. Wkrótce stworzyła Aliaszkę. Nasza lalka ma na ubranku wyhaftowaną datę: 5 maja 1931 r. To bohaterka opowiadania „Sekret babci Stefy”, sprzed drugiej wojny światowej… 

MK: Poruszasz mocne, współczesne tematy. Nietypowe jak na opowiadania dla dzieci. Problem uchodźców choćby… 

MG: To ważne, aby przeprowadzać dzieci przez skomplikowane sprawy i zjawiska, których przecież nie unikniemy w życiu. Ale w taki sposób, który jest światłem w tunelu! Staram się, żeby mojemu działaniu towarzyszyło takie światło. Zanim zasiadałam do pisania, miałam oczywiście szkice, listę tematów, które poruszę w książce. Ale podczas pracy nad „Aliaszką” nagle, zupełnie znienacka, pojawiły się nowe tematy, czasem w dziwny sposób. Może to zabrzmi górnolotnie, ale było tak, jakby one musiały zostać napisane. 

MK: Opowiesz o jednej takiej historii, poproszę? 

MG: Poruszyłaś temat uchodźców, więc podzielę się kulisami pracy nad tą opowieścią. Dwa pierwsze opowiadania dałam do przeczytania pewnej znajomej dziewczynce. Ona, kilka dni po lekturze, wyjęła z szafy szmacianą lalkę i powiedziała, że to jest jej własna Aliaszka. Okazało się, że maskotkę dostała od czeczeńskich dzieci, na spotkaniu z uchodźcami. Postanowiłam, że napiszę o tym historię. Na Facebooku znalazłam stronę pod nazwą „Dzieci z Dworca Brześć”, poświęconą uchodźcom czeczeńskim, którzy mieszkają w Polsce. To głównie kobiety i dzieci. Zadzwoniłam do Mariny, która prowadzi tę organizację, i zapytałam, czy mogę się zainspirować jej książką, „Dzieci z Dworca Brześć”. Marina powiedziała, że to superpomysł, dała mi kilka istotnych sugestii. Przy współpracy z nią powstało opowiadanie „Ali i Asza”, które też znalazło się w tym zbiorze. Poza tym poznałam też Anię Szczepaniak, panią psycholog związaną z Fundacją „Dajemy Dzieciom Siłę”, której mamy patronat. Ona konsultowała moje opowiadania od strony psychologicznej, profesjonalnym okiem. Ania okazała się inspiracją do stworzenia innego opowiadania, „Puzzle z kosmosem”. Jest to historia samotnej dziewczynki z domu dziecka. 

MK: Opowiadanie dzieciom o trudnych sprawach w sposób dostosowany do ich wieku to wciąż rzadkość. Wypełniacie z „Aliaszką” ważną lukę. 

MG: Przeznaczyłam tę książkę dla osób od 5 do… 105 lat. Ale chyba najbardziej potrzebna jest ona dzieciom wczesnoszkolnym, takim jak moje. Na rynku mamy wiele publikacji dla maluchów czy nastolatków, ale ten obszar pozostaje, moim zdaniem, niezagospodarowany. Jako dziecko chodziłam do Ogniska Teatralnego u państwa Machulskich, przy warszawskim Teatrze Ochoty. I Halina Machulska często nam mówiła o kształtowaniu wrażliwości dziecka poprzez teatr i literaturę. Ja również czuję taką potrzebę. Zresztą poza aktorstwem zdawałam jednocześnie na pedagogikę… Wierzę, że dzieci wciąż mają szansę, aby się uwrażliwić przez sztukę. Później, w dorosłym życiu, może być ciężko. A szalenie ważne jest, aby jak najwcześniej uświadomić dzieciom, czym jest tolerancja, empatia. Uwrażliwiać je na los innych ludzi. Może koleżanka z klasy, której tata jest alkoholikiem, właśnie z tego powodu nie odrobiła lekcji?… Zamiast kogoś wyśmiewać, lepiej spróbować pomóc. Może i my będziemy kiedyś w trudnej sytuacji? Nie chcę wszystkiego zdradzać, ale w „Aliaszce” znajdują się także opowiadania poruszające bardziej powszechne tematy, które na pierwszy rzut oka nie wydają się tak poważne. 

MK: Czyli?

MG: Choćby opowieść o dziewczynce, której mama jest bardzo zapracowana i nie ma dla niej czasu. Albo o chłopcu, któremu narzucane są odgórnie marzenia. A on po prostu chce mieć psa… To także opowieści o świadomym budowaniu relacji między dziećmi i dorosłymi.  O czułości.

MK: Premierze książki „Aliaszka” towarzyszą także słuchowiska. 

MG: Kiedy mój mąż przeczytał te historie, uznał, że mają potencjał na scenariusze filmowe lub audio. Jeden z naszych kolegów, Łukasz Fober, uwierzył w „Aliaszkę” i postanowił wyprodukować pierwszy odcinek słuchowiska. Zaprosiliśmy do tego wspaniałych artystów, m.in. Annę Seniuk, Magdę Popławską, Anitę Sokołowską, Antka Pawlickiego. Obecnie jesteśmy w trakcie pracy nad kolejnym odcinkiem. Premiera już w maju w Audiotece.

MK: Zaraz, zaraz, a czy to Ty wymyśliłaś imię Aliaszka? 

MG: Tak, choć potem przestraszyłam się, że ono istnieje w twórczości innych. 

MK: Dla mnie w Aliaszce wybrzmiewa melancholia rosyjska. Efekt Twoich podróży na Wschód, w tym zawodowych? 

MG: Być może… Wiesz, mam takie zuchwałe marzenie, że kiedyś, zamiast „szmacianka”, będziemy mówić Aliaszka. 

MK: To piękne marzenie.  

MG: Na razie Aliaszka siedzi u nas na półce z książkami. I przygląda nam się, i czaruje. Choćby w ten sposób, że właśnie się przeprowadzamy do nowego mieszkania, o czym marzyliśmy od dawna. Ale z jakichś powodów stało się to możliwe dopiero teraz. Poza tym, od kiedy jest Aliaszka, pojawiają się wokół nas bardzo ciekawi, dobrzy ludzie. A ja zaczęłam więcej pracować jako aktorka. Miałam przestój, teraz pojawiają się różne propozycje.  

MK: Co nowego u Magdaleny Górskiej- aktorki? 

MG: Tuż przed pandemią grałam w ważnym dla mnie spektaklu, „Irańska konferencja” w reż. Iwana Wyrypajewa. W pandemii zrobiliśmy jego audio- wersję. Obecnie pracujemy nad kolejnym projektem w Teatrze Telewizji. Gram również w serialach, m.in.: „Święty”, „Tatuśkowie”. Zaczęłam pracę nad pierwszym polskim serialem interaktywnym, „Pani Ka”, razem z Hanną Konarowską. Czuję, że znowu mam pracę. A książka daje mi tyle dobrej energii! Najważniejsze, że jest bardzo w zgodzie ze mną. Uczciwie mogę powiedzieć, że warto przeczytać „Aliaszkę”. Mam nadzieję, że ona jest po prostu potrzebna.  

MK: Myślę, że dzięki Aliaszce wiele dzieciaków z problemami poczuje się lepiej. Ktoś wreszcie odważnie nazwał ich potrzeby, tęsknoty, braki…

MG: Jestem jedynaczką, często miałam poczucie odosobnienia, mimo że byłam w różnych grupach rówieśniczych. To mi trochę zostało do dzisiaj. Bywam outsiderem. Pisałam „Aliaszkę”, wracając do własnych wspomnień. Dorastałam na warszawskim Mokotowie. W naszym bloku mieszkały dzieci z bardzo różnych środowisk. Wszyscy bawiliśmy się razem na podwórku z ceglaną ścianą i trzepakiem. Pamiętam, jak kiedyś koleżanka zaprosiła na film video do siebie wybrane osoby. Wskazała je palcem, mnie ominęła. Już w przedszkolu i szkole tworzą się różne grupy, są też odrzuceni. Relacje międzyludzkie bywają skomplikowane na etapie dzieciństwa, warto o tym pamiętać. Chciałam w tych opowiadaniach pokazać dzieciom, że nasze zachowania zawsze wpływają na innych, że wszyscy jesteśmy ze sobą jakoś połączeni. Zupełnie jak na trampolinie: kiedy skaczesz, to ci, którzy są tam z tobą, mocno to odczuwają. 

Zbiór opowiadań pt. „Aliaszka”, Magdalena Górska; Wydawnictwo Sto Stron, do kupienia w całej Polsce. Premiera: 1 czerwca, w Dzień Dziecka.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *