Rozwój osobisty

Jak uczyć się szczęścia? Wywiad ze Stanisławem Borawskim

– Rzeczywistość bywa nieprzewidywalna. To dobry pretekst, aby zastanowić się, co zależy ode mnie, a na co nie mam wpływu! I jak mogę sobie radzić w nowej sytuacji, i starać się być szczęśliwym mimo przeszkód? To, że dzieje się coś złego, nie wyklucza przeżywania dobrych chwil- mówi nasz ekspert, psycholog Stanisław Borawski, wykładowca psychologii pozytywnej z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

Fot. Stanisław Borawski

Poznaliśmy się równo rok temu, podczas Trasy Szczęścia, zorganizowanej przez Joannę Przetakiewicz i Erę Nowych Kobiet w lipcu 2020 roku. W ramach ogólnopolskiej akcji społecznej „Nie boję się”, pod patronatem RPO Adama Bodnara i specjalistów z Uniwersytetu SWPS, objechaliśmy 12 polskich miast. Odbyły się spotkania, inspirujące rozmowy (m.in. o tym, jak trenować szczęście i przestać się bać, aby podjąć ważne decyzje), debaty oraz konsultacje z psychologami i prawnikami. Jednym z naszych ekspertów był także Stanisław Borawski, psycholog, który w Gdańsku, w Krakowie i Katowicach zaprezentował wykład: „Czy szczęścia można się nauczyć?” oraz autorskie ćwiczenia dla chętnych. 

Postanowiłam spotkać się z nim na wywiad dokładnie rok od zakończenia Trasy Szczęścia, w drugim roku pandemii. A dlaczego? Bo SZCZĘŚCIE to teraz wyjątkowo ważny i… skomplikowany temat. 

Magdalena Kuszewska: „Szczęścia można się nauczyć”, powtarza Joanna Przetakiewicz. Pod tym hasłem dałeś też cykl wykładów dla ENK. Ciekawe, czy pandemia zweryfikowała Twój pogląd?

Stanisław Borawski: Gdybym tego lata miał dać Wam wykład o szczęściu, byłby z pewnością mniej luźny i bardziej poważny niż rok temu. Nie ukrywajmy, pandemia nas przeczołgała, w mniejszym lub większym stopniu chyba każdego. Emocjonalnie, finansowo, zawodowo. Pragnę podkreślić, że mówię z perspektywy dość uprzywilejowanej. Na co dzień otaczam się ludźmi młodymi, zdrowymi, głównie z branży IT, która jest dość stabilna. Miałem poczucie, że pandemiczna wojna się toczy, ale gdzieś daleko, na horyzoncie… Jestem szczęściarzem, bo nie dotknęła mnie boleśnie. Natomiast wiem, że to tylko moja perspektywa. Mówienie o szczęściu w ogniu pandemii, kiedy ludzie potracili swoich bliskich, pracę itd., wymaga uważności i delikatności. 

MK: Wychwyciłam ważne zdanie: pandemia nas przeczołgała…

SB: Dlatego mam poczucie, że mówienie o tym, jak być szczęśliwym, powinno się łączyć ze szczególnym taktem, odpowiedzialnością i poczuciem realizmu. I zostać powiązane ze sposobami na emocjonalne radzenie sobie z tym, co nas spotkało. Wiele osób wciąż dotkliwie odczuwa skutki pandemii i należy mieć to na uwadze.  

MK: Czy pytanie o to, jak uczyć się szczęścia, ma nadal sens?

SB: Owszem. Pandemia jest stanem, nad którym nie mamy kontroli. Rzeczywistość bywa nieprzewidywalna, jak widać. To dobry pretekst, aby zastanowić się, co zależy ode mnie, a na co nie mam wpływu! I jak mogę sobie radzić w nowej sytuacji, i starać się być szczęśliwym mimo przeszkód. Jasne, trzeba zauważyć i uznać, że bywa trudno, ale nie powinniśmy ulegać defetyzmowi. To, że dzieje się coś złego wokoło nas, nie wyklucza przeżywania dobrych chwil. Kiedy wali się świat zewnętrzny, bardziej istotny staje się ten wewnętrzny – problem pojawia się, kiedy dociera do nas, że niewiele tam jest. Osoby, które wcześniej były nakierowanie przede wszystkim na karierę i zarobki, a nie zadbały odpowiednio o relacje lub o siebie, znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Uwięzione w domu, przed laptopami. Samotne. 

Trasa Szczęścia, lipiec 2020, fot. ENK

MK: Jest jeszcze jedna strona medalu. Mówienie o szczęściu. Mimo że miałam ostatnio trudne przejścia w życiu prywatnym, czuję się często szczęśliwa i komunikuję to. Wydaje mi się, że niektóre osoby nie odbierają tego pozytywnie. 

SB: Tu ważna informacja: słowo „wsparcie” nie dotyczy tylko tragedii i smutku! Jest nam potrzebne też przy szczęśliwych wydarzeniach. Są ludzie, którzy umieją cieszyć się szczęściem i sukcesami innych. Wspierają, ciesząc się, że u kogoś wszystko gra. Istnieją też osoby, które świetnie sobie radzą w sytuacjach, gdy wcielają się w ratowników, oferują pomoc w kłopotach. Idealna sytuacja to taka, gdy możemy dostać wsparcie i w smutku, i w radości. Są też osoby, które nie potrafią zareagować, kiedy komuś dzieje się źle. Nie wiedzą, jak się zachować. Czyjeś cierpienie okazuje się dla nich za trudne, blokujące. Co nie znaczy, że mamy ukrywać nasze smutki albo sukcesy. Ważne tylko, aby mieć odpowiednich ludzi wokół, którzy uniosą jedno i drugie.  

MK: Czy my w ogóle potrafimy rozmawiać o szczęściu?

SB: To zależy. Zauważyłem, że wiele rozmów, dotyczących szczęścia, ma wydźwięk nieco infantylny. Jest mnóstwo pseudomądrych fraz i cytatów, które na pierwszy rzut oka są głębokie, ale spłycają ideę szczęścia. Zakładają, że wszystko będzie dobrze, jeśli tylko będziemy myśleć pozytywnie i unikać zmartwień. Gdybym Ci poradził: „Magda, jak będziesz myślała pozytywnie, to staniesz się szczęśliwsza!”, to o co zapytasz? „Co to znaczy myśleć pozytywnie? Co się pod tym kryje?”. Pozytywne myślenie może oznaczać wszystko. Albo optymizm, czyli przekonanie, że wszystko się uda, albo tłumienie smutku (nie polecam), albo zwracanie uwagi tylko na dobre wydarzenia… Za każdą prostą radą w stylu: „Myśl pozytywnie” powinny iść głębsze refleksje i podpowiedzi. To naprawdę szeroki temat.

MK: Jesteś wykładowcą, który specjalizuje się w psychologii pozytywnej. 

SB: Jako psycholog mam pecha, bo zajmuję się psychologią dobrostanu i motywacji. To sprawia, że wiele osób odbiera mnie na starcie jako mówcę motywacyjnego, a nie jestem nim. U takich mówców pojawiają się czasem ciekawe pomysły lub obserwacje, ale psychologia zdecydowanie je pogłębia. Jest znacznie bardziej szeroka, niejednoznaczna i pojemna. Rozumiem jednak, czemu mówcy motywacyjni są tak atrakcyjni dla odbiorców i dlaczego te hasła tak się klikają. Bo jaka jest ich główna wizja?

MK: Hmm. Mówcy motywacyjni uważają, że wszystko jest możliwe i raczej nie ma żadnych ograniczeń. 

SB: Tak, a uzasadniają to tym, że przecież wszystko zależy od nas. Jedyna przeszkoda, jaka obowiązuje, również tkwi w nas, więc wystarczy trochę pracy nad sobą i będzie super. Każda furtka się przed nami otworzy. Ale to nie takie proste, choć tego typu narracja jest seksowna i kusząca. Nie jestem jednak fanem nadmiernego upraszczania tak ważnych spraw jak szczęście.

MK: Od czego zacząć pracę nad poczuciem szczęścia?

SB: Od zastanowienia się, czym ono dla mnie jest. To pojęcie bardzo pojemne, wieloznaczne, rozumiane indywidualnie. Na przykład pieniądze, jak wykazały różne badania, tylko do pewnego momentu dają poczucie szczęścia. Im mniej ich mamy, tym bardziej nas uszczęśliwia ich pojawienie się, ale tylko do pewnego momentu. Kolejny milion na koncie już tak nie działa. Podobnie jak kolejny awans… 

Podczas spotkań, zorganizowanych przez Erę Nowych Kobiet w ramach Trasy Szczęścia w 2020 roku, zadawałem widowni pytanie: „Jak rozumiecie szczęście, czym ono dla was jest?”. Zawsze padał wachlarz odpowiedzi… Spokój, miłość, relacje, pieniądze, władza, miłość, pasja, święty spokój, spełnienie rodzinne, stanowisko w firmie…Tyle że jak ktoś usłyszy tyle przepisów na szczęście, może czuć się zagubiony. Jako teoretyk wolę model naukowy, który opisuje ciekawie i prosto składowe elementy szczęścia.

Trasa Szczęścia, lipiec 2020, fot. ENK

MK: Co to za model?

SB: „Formuła szczęścia” Martina Seligmana, nazywanego ojcem psychologii pozytywnej. Ten znakomity badacz opracował 5 ważnych składników na poczucie dobrostanu. W skrócie: PERMA. Każda literka oznacza jedną składową. Zacznijmy od P: Positive Emotions, pozytywne emocje. A więc wszystkie, jakie przynoszą Ci przyjemność, radość, dumę, poczucie akceptacji. Potem mamy E jak Engagement; tu chodzi o zaangażowanie. Przyjemnie jest być zaangażowanym w to, co się robi. W pracę, w hobby, w życie społeczne czy kulturalne. Następnie litera R: relacje. 

MK: Bez udanych relacji poczucie szczęścia ani sensu chyba nie jest możliwe? 

SB: Jesteśmy istotami społecznymi, potrzebujemy relacji. Z badań wynika, że ludzie są zdrowsi, dłużej żyją, mają lepsze życie, lepiej znoszą kłopoty, jeśli tylko pozostają w dobrych relacjach. A czym są wartościowe relacje? To te, w których czujemy komfort, zaufanie, bliskość emocjonalną i wiemy, że możemy na sobie wzajemnie polegać. Wspierać się. Warto więc inwestować czas i energię, aby dbać o tę sferę życia.  

Dalej, pod hasłem PERMA, mamy M jak Meaning, a więc poczucie sensu. To określenie jest dość enigmatyczne, kojarzy się metafizycznie. Seligman uważa, że sens życia osiągamy wtedy, gdy wspieramy coś, co przekracza nas samych. Wspieramy miejscową społeczność, krzewimy wiedzę, robimy coś charytatywnie, z serca czy z poczucia misji. Na przykład ja realizuję własne poczucie sensu, edukując ludzi. Uważam, że dzięki temu świat ma szansę być choć troszkę lepszy. 

MK: Świetnie. Została nam jeszcze ostatnia literka w haśle PERMA. 

SB: A jak Achievment, czyli osiągnięcia, które są istotnym elementem w osiąganiu poczucia własnej wartości. Nie muszą to być spektakularne dziedziny, jak nauka czy technika, mogą to być bardzo przyziemne osiągnięcia. W niektórych środowiskach osiągnięciem jest zdobycie „mgr” przed nazwiskiem albo przebiegnięcie maratonu. Wszystko, co pomaga budować pozycję towarzyską i zawodową. Tu mała uwaga: moim zdaniem mówcy motywacyjni często kładą zbyt duży nacisk na osiągnięcia i sukcesy zawodowe, zapominając o innych elementach, dających szczęście.

MK: A przecież mamy tych elementów aż pięć. Jest nadzieja! 

SB: Dlatego warto zadbać o równowagę. Zadbajmy o to, aby mieć pozytywne emocje w ciągu dnia: obejrzyjmy fajną komedię, pożartujmy z kolegą z pracy, powiedzmy sąsiadce komplement. Ważne są relacje: kawa z przyjaciółką, kino z mężem. Zadbajmy o to, aby choć trochę nas kręciło to, co robimy zawodowo, a przynajmniej aby nie dawało nam poczucia dyskomfortu. Jeśli nie przepadamy za swoim zawodem, szukajmy szczęścia poza pracą, w relacjach, w poczuciu sensu. Nawet jak nie mamy związku, nie traćmy nadziei na miłość, tylko szukajmy ukojenia w przyjaźni. Tak to w skrócie wygląda. 

Wbrew niektórym opiniom nie posiadamy stuprocentowej kontroli na poczuciem szczęścia. Zidentyfkujmy więc to, na co możemy mieć realny wpływ. W jaki sposób spędzamy wolny czas, z kim wchodzimy w relacje i jakie przyswajamy treści. I jeszcze jedno: doceniajmy wszystkie zwykłe, dobre momenty, tu i teraz. To naprawdę ważne.

Rozmawiała: Magdalena Kuszewska

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *