Szczególnie po długiej i uciążliwej izolacji doceniamy każdą chwilę, kiedy możemy wyjść na zewnątrz. Wiosna i lato to czas, kiedy natura sprzyja długim spacerom, uprawianiu sportów, przebywaniu na łonie natury. Świeże powietrze, dobra kondycja to niewątpliwe plusy sytuacji. A jakie korzyści emocjonalne płyną z przyjmowania „witaminy N”?

Z Katarzyną Kucewicz, psycholożką i terapeutką z poradni Inner Garden rozmawia Magdalena Kuszewska:

Po wielodniowym pobycie w domu chyba nie ma osoby, która jeszcze bardziej nie doceniłaby szansy wychodzenia na zewnątrz, obcowania z przyrodą. Jak kontakt z naturą pomaga naszej psychice i emocjom?

Katarzyna Kucewicz: Co za przyjemny, ożywczy temat. Tym bardziej, że korzyści jest ogromna ilość! Przede wszystkim natura pozwala ukoić nasze nerwy i skoncentrować uwagę bardziej na sobie, a nie na tych wszystkich bodźcach, które bombardują nas w mieście czy w codziennym otoczeniu. Komputery, smartfony z milionem funkcji, dźwięk muzyki i filmów, odgłosy rozmów i te płynące z ulicy… Żyjemy w permanentnym hałasie. Z badań wynika, że ludzie żyjący blisko natury lepiej potrafią wsłuchiwać się w swoje potrzeby, są znacznie bardziej uważni na siebie i innych. Lepszy kontakt z naturą pozwala odzyskać też kontakt z ciałem oraz z częścią mózgu odpowiedzialną za emocje. To ważne, bo niektórzy z nas wspaniale funkcjonują w obszarach kognitywnych, czyli myślenia, analizowania, ale już znacznie słabiej idzie im wyczuwanie tego, co dzieje się w warstwie emocjonalnej.

Dlaczego to takie ważne, lepsze wsłuchanie się w siebie?

KK: Bo świadomość emocji może nam pomóc łagodzić i niwelować stresy, poza tym poprawia zdrowie fizyczne, a także relacje z innymi. Niektóre osoby opowiadają, że analizowanie problemów jest dla nich jak błędne koło, nie radzą sobie z tym. Pamiętam opowieść jednej z moich pacjentek, która na wszelkie sposoby próbowała zrozumieć, dlaczego tak bardzo lęka się psów. Niestety, nie mogła sobie niczego przypomnieć, była sfrustrowana. W końcu pojechała na wakacje w Bieszczady. Wyciszyła telefon, położyła się na polanie i nagle poczuła specyficzny zapach łąki, który przypomniał jej, jak kiedyś, w dzieciństwie, biegając na jakiejś innej polanie, podleciał do niej szczekający wielki pies. Jej przerażona tym matka narobiła z tego powodu wiele hałasu i wrzasku. Kiedy moja pacjentka to wszystko sobie przypomniała, jej lęk zaczął stopniowo maleć. Potem, podczas terapii ze mną, ćwiczyła tzw. osłabiane lęku (fachowa nazwa: desensytyzacja). Ciekawe, że wcześniej te metody zupełnie jej nie pasowały. Dopiero poprzez instynktowne skojarzenie bodźca (czyli zapachu łąk) z tamtą sytuacją, jej emocje się odblokowały. Niesamowite o tyle, że ta kobieta w blokowisku raczej nie dotarłaby do źródła własnego lęku… I to naprawdę nie jest pojedynczy przypadek!

Czy głównym winowajcą braku stałego kontaktu z naturą jest kariera, presja i cała ta szalona cywilizacja? Z czego wynika coraz silniejszy pęd człowieka do natury?

KK: Niestety, zazwyczaj w mieście jesteśmy „przebodźcowani”, czyli otacza nas za dużo kolorów, dźwięków, zapachów, smaków. Mózg ma kłopot z przetwarzaniem ich wszystkich, więc staje się przeciążony, co wywołuje stres. Poza tym zauważyłam, że ludzie coraz częściej marzą i fantazjują o samotności w głuszy, w sercu natury. Nie tylko pacjenci, ale też znane osoby czy moi znajomi snują wizję samotnego mieszkania w drewnianej chatce nad rzeką czy jeziorem, z hordą psów. Niektórzy dodają gorzko, że wolą mieszkać z psami, bo zawodzą się ciągle na innych ludziach.

Przypomina mi się hasło: „Rzuć wszystko i wyjedź w Bieszczady!”

KK: Ależ ja naprawdę coraz więcej takich sformułowań słyszę. I jeszcze do tego masę historii i wyjaśnień, np. że ktoś ma dość związków, które łamią serce, dość fałszywych przyjaciół, którzy okazali się nieżyczliwi, dość kłótni z dorosłymi dziećmi czy partnerami. Nie chcę stawiać tak śmiałej tezy, że polskie społeczeństwo staje się depresyjne, ale na pewno, mimo wielu tzw. rozweselaczy czy wspaniałych rzeczy materialnych, które nas otaczają, jesteśmy smutniejsi. Przeżywamy kryzys wartości i kryzys relacji międzyludzkich.

Z tego wniosek, że sami sobie robimy krzywdę, omijając szerokim łukiem przyrodę i korzyści z niej płynące. Co wówczas tracimy emocjonalnie?

KK: Na pewno możliwość regeneracji, przede wszystkim duchowej, umysłowej. Proszę pamiętać, że wieczorne oglądanie serialu na Netflixie to jest frajda, ale innego rodzaju. To tylko reset, czyli „wyłączenie” mózgu niczym wtyczki z kontaktu, ale już nie ładowanie baterii. Warto nauczyć się
odpoczywać w taki sposób, aby „ładować” życiowe akumulatory, a nie jechać na rezerwie. Bo z tego biorą się potem same problemy: stany depresyjne, stresy, problemy emocjonalne i trudności w relacjach.

Back to list

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.