Relacje

„Nie bałam się o tym rozmawiać”. Magda o życiu po stracie bliskich

Magdalena Olszewska, bohaterka książki „Nie bałam się o tym rozmawiać” opowiedziała nam o tym, jak poradziła sobie ze stratą najbliższych jej osób. „Nie da się przyzwyczaić do śmierci” – mówi kobieta.

Życie po stracie Photo by Anne Nygård on Unsplash

Magdalena Olszewska to jedna z bohaterek książki „Nie bałam się o tym rozmawiać”. Życie jej nie rozpieszczało. Jako nastolatka straciła mamę, a kilka miesięcy później brata. Kiedy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać, niespodziewanie zmarła jej córeczka.

Magda, życie Cię nie rozpieszczało. Jaką masz za sobą historię?

Od najmłodszych lat, od kiedy pamiętam w moim domu były choroby. Moja mama miała nowotwór, z którym walczyła wiele lat. W międzyczasie mój starszy o 10 lat brat również zachorował na nowotwór – miał guza mózgu. Moje dzieciństwo przeplatało się ze szpitalami, operacjami i chorobami. Jak miałam 19 lat zmarła moja mama, a cztery miesiące później zmarł mój brat. To były pierwsze bardzo trudne doświadczenia w moim życiu i to niewątpliwie wpłynęło na mnie, na moją osobę. Kiedy wszystko powoli zaczęło się układać, poznałam chłopaka, zaszłam w ciążę, wzięliśmy ślub. Założyłam własną rodzinę… Szczęście nie trwało jednak długo, bo niespodziewanie straciłam córkę… Oczywiście w życiu napotykałam też inne trudności, ale to właśnie te trzy wydarzenia miały na mnie największy wpływ.

Nigdy nie ma dobrego momentu na pożegnanie się z rodzicami czy bratem, nie mówiąc o własnym dziecku. Jak Ty sobie z tym poradziłaś?

To prawda. Mamę straciłam w trudnym na to wieku, a jej brak mocno odczułam, kiedy poznałam chłopaka, zaszłam w ciążę i zakładałam własną rodzinę… Muszę jednak przyznać, że jestem bardzo wdzięczna mojej mamie, że kiedy chorowała, to traktowała mnie jako taką przyjaciółkę, ale jednocześnie rodzice dbali, abym pomimo tej choroby w domu, miała normalne dzieciństwo. Może właśnie połączenie tej normalności z chorobą zakorzeniło we mnie świadomość, że w życiu zdarzają się choroby. Nigdy nie wiadomo, kogo i kiedy dopadnie, ale jednocześnie życie musi toczyć się dalej.

Nie będę jednak ukrywać. Śmierć i pożegnanie z bliską osobą nie jest łatwe. Musiałam szybko dorosnąć i pewnie też dlatego tak szybko zaczęłam budować swoją rodzinę.

Kiedy wszystko zaczęło się układać, życie znów postanowiło Cię doświadczyć. Straciłaś córeczkę… Skąd w Tobie tyle siły, że dałaś radę dźwignąć kolejną tragedię?

Na pewno doświadczenia z przeszłości pomogły mi w jakimś stopniu. Widziałam zresztą to po sobie i po moim mężu, który zupełnie inaczej przeżywał śmierć Natalii. W pewnym sensie byłam silniejsza od niego, w jakimś stopniu było mi łatwiej. Cały czas jednak podkreślam, że do śmierci nie da się przyzwyczaić. Mąż cały czas starał się znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego to się wydarzyło? Ja jednak wiem, że to nie ma sensu… Nie mamy wpływu na to, co się stało, nie mogę cofnąć czasu. Jeżeli chcę żyć dalej, być szczęśliwa, to muszę się z tym pogodzić na swój sposób.

Trudne dzieciństwo. Znaczenie terapii w życiu osób z traumatyczną przeszłością

Wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że Ty to wszystko dźwignęłaś bez pomocy specjalisty… Czy masz jakąś radę dla innych osób w podobnej sytuacji?

Ja oczywiście nie kwestionuję pomocy psychologów czy psychoterapeutów. Nie chciałabym też doradzać. Wychodzę jednak z takiego założenia, że trzeba rozmawiać. Mi pomogły właśnie rozmowy z bliskimi czy nawet obcymi ludźmi. Mogłam się wygadać, wyrzucić to z siebie i było mi lżej. Oczywiście to nie jest łatwy temat do rozmów, ale nie uważam, że dobrym rozwiązaniem jest zamykanie się w sobie. Sami niestety nie znajdziemy rozwiązania, bo najczęściej po prostu pogłębiamy tę rozpacz. Rozmawiając z innymi możemy nawet przypadkiem poznać ich sposoby na to, jak sobie poradzić w takiej sytuacji.

Czy to właśnie dlatego zdecydowałaś się podzielić swoją historią w książce „Nie bałam się o tym rozmawiać”?

Tak, dokładnie. Miałam jednak przez chwilę obawę, że jeśli powiem, że po śmierci nie siedziałam zamknięta, nie płakałam i nie ubolewałam nad swoim życiem, tylko przeżywałam tę żałobę w może niestandardowy sposób, to mogę spotkać się z wieloma negatywnymi komentarzami, że ktoś stwierdzi, że nie przeżywałam tej straty, że nie tęsknię za bliskimi. To tak nie jest. Każdy przeżywa żałobę na swój sposób i chciałam pokazać, że taka metoda też nie jest zła.

I spotkałaś się z taką krytyką właśnie?

Na szczęście nie.

"Nie bałam się o tym rozmawiać" - bohaterka książki,Magdalena Chemielewska

A czy opowiedzenie tej historii było dla Ciebie jakimś rodzajem oczyszczenia?

Na pewno jest tu jakieś poczucie spełnienia i nadziei, że moja historia mogła komuś pomóc… Bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Muszę przyznać, że pomimo upływającego czasu, to ciągle są takie momenty, że muszę się wygadać, powspominać tych, których straciłam… Każdy z nas powinien sobie pozwolić na taką chwilę melancholii.

Czy po wydaniu książki miałaś odzew od innych osób?

Tak, dostałam wiadomości, że to rzeczywiście może być sposób na przeżycie żałoby, straty bliskiej osoby. Jedna z dziewczyn podczas live’u na kanale Ery Nowych Kobiet napisała, że jest w żałobie, ale kupiła sobie żółtą torebkę i już boi się komentarzy bliskich, bo przecież powinna chodzić tylko w czerni. Ja się z tym nie zgadzam. Jeśli ta żółta torebka ma jej pomóc odgonić trochę czarnych myśli, to niech ją kupi! Każdy żałobę ma w sercu…


„Nie bałam się o tym rozmawiać”

Chcesz poznać całą historię Magdy? Przeczytasz ją w naszej książce „Nie bałam się o tym rozmawiać. Historie bez retuszu”.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *