Styl życia

Historie Superenek. Rak piersi, który dał mobilizację do dalszego działania

Marzena Michalec to kolejna bohaterka naszego cyklu „Historie Superenek”. Marzena usłyszała w swoim życiu straszną diagnozę – rak piersi. Choroba była jednak dla niej motywacją do działania.

fot. archiwum prywatne

Entuzjazm, zwątpienie, porażka, sukces. To mój wachlarz emocji i stanów, które towarzyszą mi na przestrzeni ostatnich 5 lat. Ta wybuchowa mieszanka doprowadziła mnie jednak do pełnego przekonania, że to co robię ma ogromny sens, który dzielę dziś razem z 10 000 tysiącami uczestniczek moich piersiowych imprez – Bieg Kobiet ANITA Zawsze Pier(w)si.

Kiedy 5 lat temu zorganizowałam pierwszą imprezę dla kobiet, ta okazała się kompletną porażką. Zmiażdżona niepowodzeniami, na które w tamtym czasie nie byłam kompletnie przygotowana. Zalana łzami nie chciałam ponownie nawet słyszeć o kolejnej edycji.

Jak zadbać o zdrowie w pandemii?

Zebrałam się w sobie przemawiając do rozsądku i potem było już tylko lepiej, choć wciąż wyboiście. Przetrwałam mimo, że los tym razem postanowił mnie przetestować z innej strony.

Diagnoza – rak piersi

Wcierając sobie balsam w ciało, natrafiłam na sporej wielkości guza w piersi. Panika, płacz, niemoc. Nie miałam zielonego pojęcia do kogo się zwrócić o pomoc. Po wykonaniu szeregu badań w tym biopsji, zdecydowano o operacji… Ta historia udowodniła mi, że o profilaktyce raka piersi nie wiedziałam nic. Mimo że w mojej rodzinie rak piersi, nazywany lakonicznie „chorobami kobiecymi” zebrał żniwo.

Postanowiłam powrócić do organizacji imprez ze zdwojoną mocą, a moja „przygoda” z nowotworem bardzo mnie zmobilizowała. Tym razem jednak zaczął przez nie wybrzmiewać niezwykle ważny przekaz – badanie poprzez bieganie. I tak moje imprezy zawojowały cały kraj, gdzie jesteśmy zawsze pierwsi przed rakiem piersi! A z 90 osób zrobiło się nas na starcie ponad 10 000!

Dziś nad całym projektem w ramach mojej fundacji „W biegu” pracuje 356 dni w roku 5 osób i cały sztab osób w dniu każdej imprezy. Mój zespół zaprawiony w boju to moje wspaniałe wsparcie i razem możemy góry przenosić! Wiem też, że zawsze mogę polegać na mojej wspaniałej, kobiecej społeczności z którą tworzymy w całym kraju ogromną grupę wsparcia – zarówno w bieganiu, zdrowiu ale i chorobie. Uważam to za coś absolutnie bezcennego!

Oprócz działań w ramach fundacji, udało mi się stworzyć markę ubrań dla biegaczek – Runbaby z unikatowymi, biegowym spódniczkami. Do tego wszystkiego zarządzam spółką i jestem partnerką najwspanialszego faceta na świecie. Nauczyliśmy się razem pracować i razem żyć, co uważam za najwyższy poziom partnerstwa. Miłość nie wyklucza wspólnej pracy.

Kochane! Jak widzicie, my kobiety wielozadaniowość, empatię wysysamy z mlekiem matki. To nasz ogromny kapitał, na którym możemy budować swoje biznesy, rozwijać pasje i wzajemnie się inspirować. Uważam też, że każda porażka zbliża nas do sukcesu, hartuje, uczy pokory i życiowej mądrości, która przyniesie owoce. Bądźmy cierpliwe, zdeterminowane i szanujmy się wzajemnie.

WASZA, Kobieta w biegu.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *