Styl życia

Dzień Bez Przekleństw. Dlaczego tak chętnie używamy brzydkich słów?

Czasami w niektórych środowiskach, jak hip-hopowcy, piłkarze czy artyści, obowiązuje moda na… przeklinanie. Tymczasem mamy okazję, aby przestać „rzucać mięsem”! Oczywiście niedosłownie. 17 grudnia obchodzimy Dzień Bez Przekleństw. Wchodzicie w to?

Kristina Flour on Unsplash

Ośmiu Polaków na dziesięciu używa wulgaryzmów. Statystycznie (jak wynika z badań CBOS sprzed paru lat) częściej robią to ludzie młodzi i jednak mężczyźni niż kobiety. Choć wsłuchując się w rozmowy na polskich ulicach, widać, że idzie zmiana. Kobiety lubią siarczyście przekląć. I to chyba dobrze (byle nie przy dzieciach), bo, jak wynika z badań, dzięki przeklinaniu uwalniamy negatywne emocje i odstresowujemy się. A to rzecz bezcenna na dzisiejsze czasy.

Moda na brzydkie słowa

„Kur…a” bywa i przerywnikiem, i rzeczownikiem, i przybiera nieraz formy czasownika. Podobno istnieje aż 47 funkcji używania tego wulgaryzmu, jak podaje „Słownik polszczyzny rzeczywistej” (opracowany przez badaczy i studentów). Jeden z autorów słownika, językoznawca Piotr Fąka, zwraca uwagę na to, że dawniej przeklinanie kojarzyło się z osobami niedouczonymi, niewychowanymi, nieobytymi. Ten pogląd upada. Przeklinają i artyści, i naukowcy, i ludzie na stanowiskach. Oczywiście, nie wszyscy, ale obecnie wulgaryzmy nie są tylko symbolem środowisk patologicznych. Badacz przyznaje, że używanie wulgaryzmów nie jest ani ograniczone ani płcią (kobiety dorównują mężczyznom), ani wiekiem, ani pozycją społeczną, ani wykształceniem. Ba, to nie wszystko. W niektórych towarzystwach czy społecznościach istnieje moda na… przeklinanie. Pomyślcie tylko o piłkarzach czy muzykach hip-hopowych.

Pożytek z przeklinania

Prof. Jerzy Bralczyk, wybitny językoznawca, wyliczył, że w języku polskim podstawowych wulgaryzmów jest pięć. Jednym z nich pozostaje wspomniane słynne „kur…a”. Ciekawe, jak niewiarygodne konstrukcje językowe potrafimy tworzyć przy użyciu jednego słowa.

#Lowizm, czyli kochajmy się, a przynajmniej szanujmy!

Zdarza mi się rzucić mocnym słowem, kiedy jestem podekscytowana lub zaskoczona. No i oczywiście wtedy, kiedy prowadzę, co jest chyba cechą wspólną dla większości kierowców” – mówi Emma Byrne, autorka książki „Bluzgaj zdrowo. O pożytkach z przeklinania”. Uważa ona, a w ślad za nią wielu badaczy, że używanie wulgaryzmów przynosi szereg korzyści!

Jakie plusy przynosi przeklinanie?

Otóż jest ono w stanie osłabić ból (także fizyczny), pobudza kreatywność i efektywność i przede wszystkim pomaga zniwelować napięcie. Mówiąc wprost: rzucanie mięsem relaksuje. Chyba nie jest to zbyt daleko idąca teza?

Z badań prowadzonych nad uszkodzonymi półkulami mózgu jasno wynika, że przeklinanie wiąże się bezpośrednio z emocjami. Oczywiście z emocjami naszymi i osób, z którymi rozmawiamy czy kłócimy się. Są pewnego rodzaju skrótem, uproszczeniem, dzięki któremu bardzo szybko uwalniamy, a także przekazujemy te emocje dalej.

Pamiętajmy o tym 17 grudnia, kiedy to będziemy starać się obejść „bez mięsa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *