Zdrowie

Jak nie przejeść się w święta? Psychodietetyk radzi

Boże Narodzenie kojarzy nam się z choinką, prezentami, kolędami, świętym Mikołajem, spotkaniem z rodziną i… jedzeniem. Czy to możliwe, żeby nie przejeść się w święta? Psychodietetyk Monika Kurdej zdradziła nam, jak to zrobić!

Jak nie przejeść się w święta? Psychodietetyk Monika Kurdej odpowiada! fot. archiwum prywatne

– Jeśli myślisz, że jesteś asertywna, a masz przy stole babcię, która od listopada zastanawiała się, jak ugościć bliskich, to możesz się zdziwić – mówi Monika Kurdej, psychodietetyk, coach, prowadzi poradnię „Zasmakuj w życiu”. O polskim obżarstwie świątecznym powstają już memy. Jak sobie poradzić z tą tradycją, żeby nie podpaść bliskim?

Magdalena Kuszewska: Często przychodzą do Ciebie osoby, które mają problem ze świątecznym objadaniem?

MK: Tak, zwykle trafiają do mnie niedługo po Bożym Narodzeniu. Mówią, że sobie pofolgowały, pojadły za dużo. I że nie idzie im dieta, a chcą schudnąć. Wyrzuty sumienia, obwinianie siebie… Niektórzy winią za to świąteczną tradycję, ale gdyby nie było tej okazji, znalazłaby się inna. Tak to jest.

MK: Czy w święta musimy się najeść, aby dogodzić sobie, tradycji i… oczekiwaniom bliskich?

Monika Kurdej: (uśmiech) Spróbuj nie najeść się przy świątecznym stole!… A mówiąc poważnie, dotykamy szerokiego tematu, jakim jest polska tradycja. Jestem z wykształcenia także antropolożką i polonistką, uwielbiam łączyć ze sobą te wszystkie przestrzenie. W tradycji, jeśli się jej przyjrzeć, mamy wiele obszarów, które znamy głównie intuicyjnie. Nie analizujemy ich na co dzień, a one często nami rządzą. To nawyki, powtarzane z roku na rok, które zmieniają się w rytuały. Jednym z rytuałów jest w Polsce biesiadowanie z okazji świąt.

MK: O polskim obżarstwie powstają już żarty i memy.

MK: Jeśli myślisz, że jesteś asertywna, a masz przy stole babcię, która od listopada zastanawiała się, jak ugościć bliskich, to możesz się zdziwić. Każdy z biesiadników wyznaje własne wartości, w tym kulinarne, więc często przy stole dochodzi także do ostrych dyskusji na temat odżywiania. Weganie konfrontują się z tymi, którzy jedzą mięso i odwrotnie. Toczą się rozmowy i czasem niestety awantury o białko, o cukier, o laktozę. I czasem dla świętego spokoju objadamy się. Albo uważamy, że inaczej się nie da.

MK: Tyle że szkodzimy wtedy sobie. Jak pozostać w zgodzie z przekonaniami i nie urazić bliskich, którzy się nagotowali, napiekli?

MK: Żyjemy w czasach indywidualizacji. Coraz częściej jesteśmy nastawieni na siebie. Myślę, że podczas tego jednego dnia w roku, bo zwykle biesiadujemy w Wigilię, nie trzeba być… zrzędą. Nie warto przekonywać innych do swojego sposobu odżywiania, pouczać gospodyni itd. Sama byłam kiedyś w takiej sytuacji, że szykowałam przyjęcie. A moi goście byli wybredni: jedna osoba weganka, druga wegetarianka, trzecia kochająca steki, itd. Żeby było wszystkim dobrze, postawiłam na potrawy bezmięsne. I co się okazało? Goście niejedzący mięsa przyjechali najedzeni, sądząc, że ugoszczę ich potrawami mięsnymi. Przykro mi było, choć to niczyja wina. Nie miałam jednak już tej przyjemności jako gospodyni, aby podzielić się z innymi przygotowanym przez siebie jedzeniem. To dla mnie wyraz szacunku wobec innych, oczywiście praktykowany także w święta.

MK: Lepiej więc czasem przymknąć oko, aby nie robić problemów gospodarzom? Podjeść więcej w święta, a potem wrócić do swoich diet?

MK: Hmm, to byłoby zbyt proste. Bywa, że ktoś jest chory lub uczulony i musi stosować określone, czasem restrykcyjne zasady odżywiania. Wtedy chodzenie na ustępstwa, po to, aby innym było miło, nie jest właściwe. Lubię powtarzać, że jedzenie to intymna sprawa. O tym często się przy stole zapomina. Inni wypytują nas o to, co jemy, ile, dlaczego. A jedzenie jest określone światopoglądem, religią, stylem bycia. Dużo wciąż wokół niego mitów. Najgorsze, co możemy zrobić, to namawiać usilnie innych do zjedzenia tego czy tamtego.

Monika Kurdej

MK: Mówisz, że jedzenie bywa intymne. Jak zmienia się nasz, Polaków, stosunek, do tej czynności?

MK: Młode pokolenie nie wie, że kiedyś sklepowe półki były puste, a zdobycie wielu produktów i składników graniczyło z cudem, wiązało się z długim staniem w kolejkach. Kiedyś gospodynie musiały dokonywać cudów, aby stoły na święta uginały się pod ilością potraw. Dziś to proste. W sklepach jest szeroka oferta produktów, do tego mamy restauracje i firmy cateringowe, dzięki czemu lepiej można kontrolować ilość kupowanego jedzenia. Ale biesiadowanie wciąż jest w naszym w kodzie genetycznym. Kiedy się spotykamy w gronie bliskich, od razu siadamy przy stole. Fajnie byłoby na co dzień móc celebrować jedzenie, a z tym bywa różnie. Włosi czy Francuzi mniej stawiają na ilość, bardziej na jakość potraw. A u nas jednak wciąż obowiązuje zasada „zastaw się, a postaw”.

MK: Dlaczego?

MK: Bo może teściowa sprawdzi, czy synowa na pewno jest dobrą żoną i matką: czy aby zrobiła dwanaście potraw na wigilię? Teraz żartuję, ale powodów bywa wiele. Często intuicyjnie kobiety biorą pod uwagę opinię innych, chcą po prostu świetnie wypaść. Poza tym czują odpowiedzialność: sprawy kulinarne, ale też ozdobienie domu czy stołu, nadal są w Polsce głównie domeną kobiet. Jeśli ktoś nie ma w sobie wewnętrznego porządku i spokoju, to będzie się skupiał na atrybutach zewnętrznych.

MK: Kiedy siedzę przy świątecznym stole, mam prawo odmawiać dokładek i spróbowania dań, których nie lubię?

MK: Oczywiście. Sztuka polega na tym, żeby się z tego nie tłumaczyć, nie czuć się winnym! Pewnie polska gościnność sprawi, że usłyszymy to pytanie jeszcze wiele razy, ale warto robić wszystko w zgodzie ze sobą. Można też pomagać sobie różnymi trikami. Mnie na przykład pomagało kiedyś nakładanie na talerz małej porcji jedzenia, kiedy byłam już nasycona. Wszystkie ciocie, mamy i babcie są wtedy uspokojone, że nie siedzimy przy pustym talerzu. Innym trikiem pozostaje zmiana otoczenia. Warto zaproponować po obiedzie czy kolacji wigilijnej spacer, grę w planszówki na kanapie… Jeśli odejdziemy od obładowanego jedzeniem stołu, będzie łatwiej nie poddać się przejedzeniu. Ale wiele zależy od naszej asertywności i od postanowień, które warto sobie poczynić wcześniej. Po to, aby zjeść tyle, ile naprawdę potrzebujemy. I uniknąć przejedzenia oraz wyrzutów sumienia.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *