Styl życia

Najlepsze komedie świąteczne! Te filmy musisz obejrzeć w grudniu

Komedie świąteczne powinny być obowiązkowo przepisywane bez recepty! Po pierwsze: rozweselają i wywołują uśmiech, po drugie: pozwalają się wzruszyć, a po trzecie: dają wytchnienie od własnych problemów.

Najlepsze komedie świąteczne - "Kronika świąteczna" materiały prasowe/Netflix

Nie chcemy się zamartwiać, a życie w pandemii nie rozpieszcza. Pragniemy cieszyć się atmosferą zbliżającego się Bożego Narodzenia! Cieszyć miłymi obrazkami, zabawnymi dialogami i – oczywiście- „happy endem”. Wszystko to znajdziemy w komediach świątecznych, które wprowadzają nas, niczym idealni przewodnicy, w klimat świąt. Jasne, że komedie nie są ulubionym gatunkiem krytyków, raczej nie dostają nagród, ale my oczekujemy od nich czegoś innego. Lekkości, przyjemności, wzruszenia, radości, klimatu, czyż nie?

Oto nasza top- lista świątecznych filmowych hitów. Do oglądania przez cały grudzień: solo, w parze, z przyjaciółmi albo z rodziną. 3,2,1… start!

Poznaj sześć idealnych na przedświąteczny czas.

1. „Kronika świąteczna”, reż. Klay Cartis

Widzieliście kiedyś Mikołaja w areszcie? Nie? No to teraz jest idealna okazja. Święty, w którego wciela się aktor Kurt Russel, wcale nie jest taki święty. I dobrze, bo ten film ogląda się niczym wartkie i jakże przyjemne kino akcji. Wszystko zaczyna się w dniu, w którym siostra i brat pewnej zapracowanej wody przypadkowo rozbijają sanie św. Mikołaja. A potem wyruszają z nim w pełną przygód i gagów podróż. Po to, aby uratować Boże Narodzenie dla całego świata. Film jest zabawny, ale także wzruszający (sceny, w których dzieci przypominają sobie święta ze zmarłym tragicznie tatą). Do tego dużo efektów specjalnych (moja ulubiona scena to ta, kiedy renifery z zaprzęgu Mikołaja wznoszą się ponad ulicami) i nieoczywista fabuła. Duża frajda dla widzów w każdym wieku, także dla tych spragnionych pościgów.

2. „Listy do M”, reż. Mitja Okorn

Pięć kobiet i pięciu mężczyzn odkrywają różne oblicza miłości w czasie Bożego Narodzenia. Zapętlająca się akcja jest skonstruowana w taki sposób, że drogi bohaterów przeplatają się przez cały film. Jeśli dodamy do tego armię gwiazd, z Tomaszem Karolakiem, Piotrem Adamczykiem, Agnieszką Dygant, Pawłem Małaszyńskim, Wojciechem Malajkatem, Romą Gąsiorowską i Maciejem Stuhrem na czele, to po prostu musi być hit. I był: „Listy do M” doczekały się już czwartej części (premiera została przesunięta na kolejny rok, z powodu pandemii), które można oglądać jako osobne (również z plejadą gwiazd na czele, w reżyserii innych twórców). Ten wielki filmowy hit doczekał się określenia „najlepszej polskiej komedii świątecznej”. Bardzo zasłużenie, i to nawet zdaniem krytyków. Niektórzy porównują „Listy do M.” do słynnego hitu brytyjskiego, „To właśnie miłość”. Ale nasza polska superprodukcja broni się samodzielnie: kilka lat temu prawa do jej ekranizacji kupiły telewizje z Czech, Słowenii, Łotwy i Słowacji.

3. „To właśnie miłość”, reż. Richard Curtis

Czas na starszą, zagraniczną siostrę „Listów do M”, czyli świąteczną komedię wszech czasów, “To właśnie miłość”, która zyskała status kultowej.

Na ekranie obserwujemy losy kilkunastu bohaterów, które łączą się ze sobą i coraz bardziej zagęszczają akcję. Oczywiście mamy też ogromną ilość aktorskich gwiazd. Jest tu i premier Wielkiej Brytanii (świetna rola Hugh Granta), i świeżo upieczona małżonka (subtelna Keira Knightley), i przejęty wdowiec (zdolny Liam Neeson), i zdradzana przez męża pani domu (przejmująca Emma Thompson), i inni. Idealnie wyważone zostały proporcje pomiędzy wątkami komediowymi a melancholijnymi czy nawet dramatycznymi. Świąteczne odliczanie ma idealny smak dzięki popisowi aktorskich umiejętności, wspaniale budowanej fabule oraz oczywiście zabawnym zwrotom akcji, które dynamizują obraz. Nic dziwnego, że choć są tacy, którzy oglądali ten film po kilkadziesiąt (!) razy, to wciąż nie mają dość. Ten film przywraca wiarę w ludzi, w miłość i w brak podziałów na świecie.

4. „Holiday”, reż. Nancy Meyers

Ten film bardzo szybko poprawia humor. A zaczyna się przecież zupełnie niewesoło. Pewna londyńska dziennikarka, Iris (brawurowa rola Kate Winslet) traci złudzenia co do mężczyzny, którego kocha bez granic. On bowiem postanawia ożenić się z inną. Z kolei producentka Amanda (świetna Cameron Diaz) z Los Angeles dowiaduje się, że partner ją zdradził. Obie wpadają na doskonały plan ratunkowy: logują się przez specjalny portal i wymieniają swoimi domami na czas świąt. Co z tego wynika? Same interesujące rzeczy, i to nie tylko dla nich obu, ale także dla innych. Im dłużej ogląda się ten film, tym więcej miłości i dobrego humoru spływa na bohaterów, a przy okazji na nas, widzów. Uwagę zwraca piękna muzyka (dzieło kompozytora Hansa Zimmera), która genialnie podkreśla ważne momenty i jest pięknym, istotnym dopełnieniem. Doskonała pozycja na grudniowy czas (także po to, aby ogrzać się słońcem w pełnej palm Kalifornii).

5. „Grinch: świąt nie będzie”, reż. Ron Howard

Klasyk, nagrodzony Oscarem. Symbol wygranej walki dobra ze złem i ciemności z jasnością; w tym roku film kończy dwadzieścia lat. Oto w małej wiosce o nazwie Ktosiwo trwają uroczyste przygotowania do Bożego Narodzenia. Mieszkańcy pięknie się w tym jednoczą i wspierają. Razem śpiewają, gotują, dekorują domy oraz ulice, no i oczywiście szykują prezenty. Jednak jest ktoś, komu zupełnie to nie pasuje. Tytułowy Grinch (niezapomniana rola Jima Carreya, który jak mało który aktor potrafi połączyć dramatyzm postaci z komediowością), zielony i dziwny, jest zgryźliwym i marudnym samotnikiem. Wprost nienawidzi świąt. Chce zrobić wszystko, aby tym razem wreszcie się nie odbyły. Czy to mu się uda? Oczywiście, happy end jest wpisany w każdą komedię świąteczną. Ale perypetie Grincha oraz mieszkańców Ktosiowa wciąż ogląda się z przejęciem, a także z rosnącą iskierką radości w sercu i w oczach.

6. “Kevin sam w domu”, reż. Chris Columbus

W tym roku mija trzydzieści lat od premiery tej legendarnej (tak, tak) świątecznej komedii. To jeden z symboli bożonarodzeniowych świąt, także w Polsce. Ba, to już nawet zjawisko socjologiczno-kulturowe! Kiedy stacja Polsat w Boże Narodzenie w 2010 roku początkowo nie uwzględniła w ramówce „Kevina samego w domu”, na Facebooku pojawiły się grupy, które domagały się emisji tej superprodukcji, zgodnie z … tradycją. Na ręce władz Polsatu trafiła nawet petycja, podpisana przez tysiące osób. Efekt? „Kevin” wrócił na antenę i miłościwie panuje na niej w każde święta. Uwaga, w tym roku Polsat już zapowiedział, że film będzie do obejrzenia w Wigilię!

Fabuła jest prosta, ale niezmiennie raduje kolejne pokolenia: 8-letni Kevin (kultowa rola Macaulay’a Culkina) przez nieuwagę swojej wielkiej rodziny zostaje sam w domu, w Boże Narodzenie. Zanim zrozpaczona matka i bliscy wrócą, chłopak będzie musiał stoczyć walkę z opryszkami, którzy chcą obrabować dom, a także zmierzyć się z samotnością, która najpierw cieszy, a potem smuci i przeraża. To ważna lekcja dla każdego: aby docenić bliskich, atmosferę świąt i domowe pielesze. Dla fanów powstała kolejna część, czyli „Kevin sam w Nowym Jorku”, którą ogląda się z nie mniejszą frajdą.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *