Styl życia

2. urodziny ENK. Joanna Przetakiewicz: Patrzę w przyszłość z nadzieją

Era Nowych Kobiet świętuje właśnie drugie urodziny. Z tej okazji Joanna Przetakiewicz udzieliła nam specjalnego wywiadu, w którym opowiedziała o wyjątkowym ruchu, którego jest założycielką.

Wszystko zaczęło się od pewnej kolacji. Trzydzieści zaproszonych przez Joannę Przetakiewicz kobiet podzieliło się z nią intymnymi, często trudnymi historiami życia. Spotkanie stało się natchnieniem do powołania ruchu społecznego, który obecnie tworzy pół miliona Polek. „Wspieramy się, a nie spieramy” – tłumaczy założycielka, ENK, w rozmowie z Magdaleną Kuszewską

Magdalena Kuszewska: Dwa lata za nami. Aż chce się powiedzieć: piękny wiek! Joasiu, z jakimi emocjami rozpoczynasz trzeci rok działalności Ery Nowych Kobiet?

Joanna Przetakiewicz:
Wielka duma i wdzięczność… Jestem szczęśliwa, że udaje nam się wspólnie zrobić tyle dobrego i że jest nas już pół miliona, w kraju i poza jego granicami. Cieszę się, że ENK to najdynamiczniej rozwijający się ruch społeczny w Polsce. Z tych samych powodów odczuwam także satysfakcję, tę dobrą, zdrową, wynikającą z poczucia spełnienia. Jestem wdzięczna kobietom i mężczyznom, którzy towarzyszą w naszej dwuletniej drodze. Będziemy robić coraz więcej!

Wróćmy na chwilę do pamiętnego wieczoru, 6 listopada 2018 roku…

Chętnie. Powiem Ci, że często wracam wspomnieniami do tego dnia. Wcześniej na swoim profilu na Instagramie opublikowałam post, w którym zaprosiłam kobiety do rozmowy. Poprosiłam je o podzielenie się ze mną swoimi historiami, ale też wątpliwościami czy problemami. Odzew przerósł moje oczekiwania. Zaprosiłam autorki najbardziej poruszających opowieści na spotkanie do Warszawy. Przegadałyśmy wiele godzin, zupełnie jakbyśmy się znały od lat. Jedna z kobiet wyznała mi, że nigdy wcześniej nie opowiedziała swojej traumatycznej historii nikomu, ani mężowi, ani przyjaciółce, ani terapeucie. Dopiero teraz. Większość przyznała, że nie ma z kim szczerze porozmawiać, obawiając się oceniania i krytyki. Zrozumiałam, że warto coś zrobić z tą piękną, kobiecą siłą i energią, której doświadczyłyśmy podczas spotkania. W ten sposób narodził się pomysł na ruch społeczny Era Nowych Kobiet, gdzie każda kobieta, niezależnie od statusu, wieku, miejsca zamieszkania, znajdzie swoje miejsce. Wsparcie, zrozumienie, bezpieczny azyl.

Niedawno ktoś poprosił Cię o wskazanie osób, do których możesz zadzwonić nawet w środku nocy. Wymieniłaś aż osiem. Sporo. Niektórzy nie mają nawet jednej. Kobiecą wspólnotę lubisz nazywać plemieniem.

Od dziecka uwielbiam otaczać się ludźmi. Już w szkole zapraszałam do domu tabuny przyjaciółek i koleżanek, które jadły u nas obiady, nocowały. Jako jedynaczka miałam potrzebę rozmowy, bliskości, obecności innych.
Od lat tworzę z moimi przyjaciółmi zaufaną  grupę, którą nazywamy z przymrużeniem oka „gangiem”. Możemy na siebie liczyć; wiele trudnych sytuacji omawiamy, terapeutyzując siebie nawzajem i często rozbrajając je żartem. Mój mąż Rinke także jest moim bardzo bliskim przyjacielem, to bardzo ważne dla mnie. Naukowcy już dawno odkryli, że podstawowym faktorem szczęścia jest przynależność do grupy, do „plemienia”. Instynktownie od dziecka je tworzę i bardzo o nie dbam. Szczególnie widać to na przykładzie ENK, także w czasie pandemii. Lgniemy do innych, wspieramy się, potrzebujemy się. Nie chcemy być w tym sami ani same.

Często słyszysz pytanie, kim jest kobieta nowej ery. Wyjaśnisz?

Zacznę od nazwy naszego ruchu: Era Nowych Kobiet. Użyłam jej kilka lat temu w jednym z wywiadów, bo wierzę, że nadeszła zupełnie nowa era.
Nareszcie! Ta, w której my jako kobiety zaczęłyśmy być sobą bez skrępowania, bez wiecznych wątpliwości i strachu. Zaczęłyśmy doceniać siebie, zauważać swoje problemy, rozumieć swoje potrzeby oraz to, czym jest dla nas szczęście.
Wielu socjologów i psychologów też dostrzega ten trend. Ciekawostka: najpierw pojawiła się nazwa Nowa Era Kobiet, którą jednak szybko zmieniłam na Era Nowych Kobiet.

U nas podmiotem są kobiety, a nie czas. A kobieta nowej ery to osoba coraz bardziej świadoma

Dlaczego?

To proste! U nas podmiotem są kobiety, a nie czas. A kobieta nowej ery to osoba coraz bardziej świadoma: świata, swoich potrzeb, pragnień, celów.
Nie chcemy już dłużej krytykować siebie i innych, tylko wreszcie zacząć się doceniać i szanować.

Właśnie. Lubisz powtarzać: „wspierajmy się, a nie spierajmy”. Od dwóch lat jeździsz po Polsce, spotykając się z kobietami w małych i dużych miastach.

Faktycznie, za nami setki spotkań. Superneki, jak mówię o naszych członkiniach, nie tylko razem rozmawiają, ale i uczą się, trenują, wymieniają ubraniami, organizują różne akcje społeczne i charytatywne, a także wspólne wyjazdy czy gotowanie. Jedną z naszych sztandarowych akcji, którą rozkręciłyśmy w tym roku, jest #niebojesie. Wakacyjna trasa po Polsce, którą nazwałyśmy „Projekt szczęście”. Razem z psychologami z Uniwersytetu SWPS, prawnikami z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich

oraz bohaterkami mojej książki „Nie bałam się o tym rozmawiać” odwiedziłam aż 14 miast, m.in. Gdańsk, Olsztyn, Wrocław, Kędzierzyn Koźle, Kołobrzeg, Katowice, Kraków, Łódź, Toruń. Rozmawialiśmy z kobietami o tym, co dla nich ważne, o ich troskach, ale i radościach. Wiele z tych momentów zapamiętam na całe życie, jako szczególnie wzruszające. Przychodziły osoby po różnych trudnych, nieraz traumatycznych doświadczeniach: rak, śmierć najbliższej osoby, ale też hejt, mobbing, wykorzystywanie seksualne itd. Opowiadały o tym, jak sobie poradziły i jak ważne jest dla nich wsparcie Ery Nowych Kobiet. Miód na moje serce. To także wtedy czuję, że to wszystko ma głęboki sens! 

Silnie zaangażowałaś się w strajk kobiet. Przyleciałaś specjalnie z Londynu, gdzie jest Twój drugi dom, na pierwszy wielki protest do Warszawy. Kolejnego dnia protestowałaś z mężem i Superenkami pod Ambasadą Polski w Londynie. Niektórzy spekulują, że zamierzasz wkroczyć do polityki.

Nie, nie ma mowy! (śmiech). Powtarzam od dawna, że ENK jest miejscem dla kobiet o różnych poglądach politycznych i życiowych. Potrafimy wszystkie ze sobą rozmawiać, szanujemy siebie i swoje zdanie. To jedna z największych moich radości. Choć, jak każdy, miewam słabsze momenty, wciąż czuję wielką odpowiedzialność na swoich barkach. Wierzę w kobiecą solidarność i w to, że przejdziemy razem najtrudniejsze chwile. Mimo wszystko z nadzieją patrzę w przyszłość.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *