Styl życia

Ile masz ról na co dzień?

Żona lub partnerka, matka, córka, przyjaciółka, siostra, kuzynka, sąsiadka, pracownica albo szefowa, aktywistka lub… Ile ról pełni każda z nas na co dzień? Ile z nich daje frajdę i radość, a ile bywa ciężarem? Jak się w nich odnaleźć i, co ważne, nie zgubić siebie?

Marzena (41 l.), anglistka: Do niedawna byłam przez wiele lat zadeklarowaną singielką, miałam własną firmę, którą jednak musiałam zamknąć w pandemii. Kilka tygodni temu, po trzech miesiącach znajomości, oświadczył mi się mój ukochany. Jestem bezrobotna i szukam pracy. Przestałam chodzić na squasha, zaczęłam robić przetwory. Nie jeżdżę za granicę na kitesurfing, wolę organizować pikniki dla przyjaciół. Sama się nieraz zastanawiam, kim jestem? Czy tęsknię za dawną ja? Oczywiście, cieszę się, że w końcu znalazłam miłość, mam nadzieję, że na całe życie, ale… Mam problem z odnalezieniem własnej tożsamości. Nie wiem do końca, kim jestem, tak wiele się zmieniło. Ba, zmienił się cały świat wokół nas i to drastycznie. Nie jestem pewna, jak mam o sobie myśleć? Kiedyś definiowała mnie własna firma, pasje, niezależność. A dzisiaj związek, poszukiwanie nowego zajęcia i zupełnie inne hobby. Ile ról mogę pełnić, pozostając nadal sobą?

Multi-zadania dla jednej osoby

Psycholog Zuzanna Butryn uśmiecha się, słysząc takie wyznania jak Marzeny, ale i zastanawia głośno. Przyznaje, że w gabinetach poradni Inner Garden w Warszawie, gdzie przyjmuje, przybywa takich kobiet – mających sporą ilość pracy i różnorodnych zajęć, pełniących jednocześnie dziesiątki ról.

– Coraz więcej jest kobiet, które chcą lub muszą pogodzić ze sobą wiele ról – mówi psycholożka. – Oczekujemy, że spełnimy się zawodowo, będziemy cudowną matką, żoną, partnerką, przyjaciółką. Oczywiście, najlepiej, jeśli wyróżnia nas dodatkowo niebanalna pasja czy zajęcie. Wszystko to bardzo dobrze brzmi, jednak w rzeczywistości może sprawić, że poczujemy się wypalone na jednym z pól. Ta multizadaniowość jest cechą, którą wg przeprowadzonych sondaży dostrzega u siebie prawie 80% Polek. I lubimy się nią chwalić!

Zuzanna Butryn nie tylko w swoim gabinecie często spotyka kobiety, które „robienie wszystkiego naraz” opanowały do perfekcji. – Natomiast gdy zadam im pytanie: „Kiedy ostatni raz miałaś czas tylko dla siebie? Jak go wykorzystałaś?”, to już nie potrafią odpowiedzieć… – dodaje psycholożka.

Kiedy ciało szwankuje

Oczywiście, że super jest czuć się potrzebną, spełniać się na różnych poziomach. I świetnie mieć wiele ról, zadań, aktywności. Tylko że… w pewnym momencie coś zaczyna męczyć, irytować, gubić. Pojawia się zmęczenie, frustracja, czasem wielki smutek albo dla odmiany agresja i gniew.
Zuzanna Butryn: – Szczególne osoby o dużej ambicji, chęci samorealizacji, dążenia do rozwoju będą brały na siebie zbyt wiele obowiązków. To test dla samej siebie: ile dam radę wytrzymać, jak silna jestem? Jest to zjawisko pozytywne wtedy, gdy znamy słowo „umiar” i wiemy, kiedy powiedzieć STOP. Czy kolejny kurs jogi, kitesurfingu czy wzięcie na siebie nowych obowiązków
w pracy da nam wymierne korzyści? – pyta retorycznie.

A kiedy i jak nasz organizm daje znaki, że przesadzamy albo nie dajemy rady? Jakich sygnałów nie można bagatelizować?

– Warto zwrócić uwagę na objawy psychosomatyczne, których źródeł należy szukać w psychice. Czujemy się osłabieni, często chce nam się spać, dosłownie nie mamy na nic siły, brakuje nam motywacji i chęci do działania, do tego pojawiają się problemy z koncentracją, bóle i zawroty głowy… To znak, że jesteśmy przemęczeni! Długotrwały stan zmęczenia wpływa na funkcjonowanie całego organizmu. Szwankuje układ krążenia, spowalnia metabolizm, a także
zaburzona zostaje równowaga neuroprzekaźników, co może być powodem obniżonego nastroju. A stąd prosta droga do depresji! – ostrzega psycholożka.

Jak sobie pomóc?

Co zrobić, żeby tak się nie zapętlać? Żeby nie zapomnieć żyć, nie brać zbyt wiele zadań na siebie? Jak i z czego zrezygnować, jak sobie z tą presją poradzić? I wreszcie z poczuciem winy, że nie daję rady na wszystkich polach…

Radzi Zuzanna Butryn, psycholożka: – Mówimy chętnie, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ale to samo dotyczy naszej pracy, relacji partnerskiej, każdego obszaru życia! Jeżeli zadbamy o własną przestrzeń: poczytamy książkę w parku, wybierzemy się na spacer, na zakupy, na film, który dawno chciałyśmy obejrzeć, ale brakowało nam czasu, poczujemy się lepiej! Gwarantuję. Przeanalizujmy też, z jakich obowiązków jesteśmy w stanie zrezygnować lub ograniczyć ich czas. Może w pracy są osoby, które pomogą nam wykonać część zadań? Może bardziej zaufamy partnerowi i damy mu większe pole do opieki nad dzieckiem? A może zrobimy zakupy przez Internet, a na maile odpiszemy w godzinach pracy, nie wieczorem? Uwaga: kiedy pojawią się wyrzuty sumienia, powtarzajmy jak mantrę „JA TEŻ JESTEM WAŻNA!”. To oznaka zdrowego egoizmu, umiejętności zaopiekowania się sobą. Moja rada: wyznaczmy sobie dwie godziny w tygodniu na słodkie nieróbstwo, rozkosz robienia niczego i cieszenia się byciem tu i teraz

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *